.

.

poniedziałek, 28 września 2015

Maderyjskie smaki


Na Maderze podobno trwa wieczna wiosna, coś w tym jest bo pogodę podczas naszego pobytu zdecydowanie można określić jako kwiecień plecień. Jednego dnia było słonecznie i bardzo ciepło, a drugiego można było zapomnieć o zwiewnej sukience czy ulubionych szortach. My tam nie narzekaliśmy, lubimy ciepełko, ale upały nas wykańczają, także taki kompromis temperaturowy był nam jak najbardziej na rękę.

Jeśli wiosna to muszą być kwiaty i tu również się wszystko zgadza, bo Madera wprost tonie w przepięknej roślinności. Warto pójść tam do ogrodu botanicznego, poprzechadzać się po tamtejszych parkach, lub po prostu jadąc autobusem* pooglądać przydomowe ogrody mieszkańców.
Or razu rzuciło mi się też w oczy, że wszędzie można było napotkać grubosze owalne, zwane też drzewkami szczęścia i strelicje, lub inaczej rajskie ptaki, które zresztą są jednym z symboli Madery. Kompletnie się w nich zakochałam i kiedy poszyliśmy na kwiatowo-owocowy targ, kupiłam parę sadzonek ( już je nawet posadziłam, mam nadzieję, że nie zdechną... ).


Spróbowałam chyba wszystkich rodzajów owoców, nawet tych które są dostępne również u nas żeby sprawdzić czy różnią się w smaku i moimi faworytami zostały marakuje, czyli cudownie pachnące owoce passiflory i owoce anony (polska nazwa botaniczna tej rośliny brzmi mało romantycznie - flaszowiec, ale sam owoc nazywa się też jabłkiem cukrowym, albo budyniowym). Dojrzałe owoce anony są mega słodkie i przepyszne, ich tekstura (ale już nie smak) przywodziły mi na myśl ziarnisty miąższ gruszki. Marakui jest natomiast ogrom rodzaji, niektóre jej np w ogóle na pierwszy rzut oka nie przypominają, np marakuja bananowa mocno się wyróżnia.
Istną zagwozdką pozostają dla mnie owoce monstery, nazywane też banano-ananasami. Wyglądają trochę jak dość sporych rozmiarów zielone szyszki, albo kolby kukurydzy i o dziwo w smaku naprawdę do złudzenia przypominają ananasa. Radziłabym jednak z nimi uważać, kiedy są niedojrzałe są totalnie niezjadliwe (kryształki szczawianu wapnia może nic Wam nie powiedzą, ale porównanie do rozgryzienia owocu dzikiej róży może już co nieco zobrazować).



Jedynym mocnym zawodem były kandyzowane owoce. Przyznaję skusił mnie ich piękny wygląd i kolory, ale teraz leżą u mnie w kuchni i nikt nie chce ich jeść. Sam cukier i prawie nic poza tym.


Jeśli ktoś lubi wina to koniecznie musi się udać na Maderę, mnogość win przyprawia o zawrót głowy (tu puszczam oczko), do tego ich ceny są bardzo niskie, ze względu na wręcz śmiesznie niską akcyzę. Oprócz win ich lokalnym alkoholem jest poncha, czyli rum z miodem, opcjonalnie z dodatkiem marakui czy pomarańczy. Również pyszność. Będę miała czym się leczyć jak mnie jakieś październikowe przeziębienie dorwie. Do tego wyposażyłam się również w rum z limonką  do mojego kochanego mojito (doszłam już do prawdziwego mistrzostwa w jego przygotowaniu!).

*Z racji górzystej rzeźby terenu, wyżej położone drogi są bardzo kręte i tak strome, że czasami niemal pionowe, a do tego dość wąskie. Podziwiałam kierowców, którzy się nimi poruszają, ale o prawdziwe palpitacje serca przyprawiały mnie ogromne autobusy, które napierdzielały tam jak szalone. Po mojej pierwszej takiej przejażdżce, musiałam trochę dochodzić do siebie (ale spoko, widziałam, że nawet niektóre tamtejsze babcie, co zakręt wykonywały dyskretny znak krzyża), jednak kiedy raz wracaliśmy z miasta ok 23.00, a kierowca autobusu naprawdę się spieszył do domu bo była to jego ostatnia rundka to byłam przekonana, że  właśnie przeżywam swoje ostatnie chwile.



6 komentarzy:

  1. No prosze ! madera jest na moim szlaku :) jak wszystko bedzie ok to już w kwietniu :)
    Mnogość kolorów powala

    OdpowiedzUsuń
  2. Misiek coś przebąkuje o Maderze :D!!!
    Stragany z owocami wyglądają bajecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurcze, jak cudownie! Sami organizowaliście sobie całość wyjazdu?

    OdpowiedzUsuń
  4. jaki raj! nie dziwię się, że chciałaś spróbować wszystkich owoców! brzmią i wyglądają pysznie. Czekam na więcej zdjęć z Waszej wyprawy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mieszkajac w Hiszpanii uwielbialam cherimoye! - to wlasnie owoc flaszowca, ale brzmi lepiej :)
    ah, Madera, z checia bym sie wybrala, magiczne zdjecia

    OdpowiedzUsuń
  6. Beautiful pictures

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń