.

.

sobota, 19 stycznia 2019

Co u mnie słychać?



Od mojego ostatniego wpisu minęło ok 2,5 roku. Serio?! Matko, jak ten czas leci!
Nie macie pojęcia jak śmiesznie pod dwóch latach jest wejść do wnętrzności blogspota i kliknąć "Nowy post". Bardzo to wszystko dziwne (mimo, że tak naprawdę nic się nie zmieniło!)

Czy ten post oznacza reaktywację bloga?

Zdecydowanie, NIE. Ale! Czuję się w obowiązku donieść Wszystkim, którzy tu zaglądają mimo ponad dwuletniej ciszy i sprawdzają, czy coś się zmieniło, uprzejmie donieść co teraz robię, z kim się bujam po dzielni i gdzie można mnie znaleźć.


Dlaczego więc Kokijaże zamarły?

Mam na to dwie odpowiedzi:

1. Nie prowadzę już bloga,  BO  robię zdjęcia.
2. Nie piszę już bloga,  ALE  nagrywam podcast.





Wpłynęłam na suchego przestwór oceanu branży ślubnej,
Aparat mój się teraz w zieloności nurza, jak i łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, ja. 

Czyli (nie do końca ) cytując klasyka, fotografia ślubna stała się jedną z moich głównych zagwozdek życiowych. Oddaję jej swoje myśli i serce, nerwy, pot i łzy. I nie jest to żadna przenośnia. Jest to piękny, ale niejednokrotnie ciężki kawałek chleba. Kawałek chleba zapakowany w różowe wstążki ( w tym roku złote), pachnący eustomą i piwoniami, lasem i mchem, drewnem, a czasami wiatrem znad Odry.


Moją fotografię, nieodmiennie można znaleźć tutaj.


A tutaj można spojrzeć, jak przykładnie prowadzę instagrama. 
Znajdziecie tam szereg historii o miłości, góry, lasy i doliny, pieski kotki, koronki i zwiewne muśliny (tak, ten post jest zdecydowanie pisany wierszem!).



Kiedy jako jeszcze młode, nieopierzone (i trochę wystraszone) dziewczę, wkraczałam (a raczej zakradłam się na paluszkach, wstrzymując oddech) do branży ślubnej to była ona pełna namiotowych kiec nurzających się w mulistych jeziorach,pełna fleszów, traktorów, koparek i starszych panów, którzy gustowali w takiej stylistyce. Kobiety fotografki były rzadkością.
Dziś wszystko wygląda zgoła odmiennie. Szeregi ludzi pracujących przy polskich ślubach, jak rześki, rwący potok, zasiliła świeża krew i zarazem nowa jakość.
Jeśli przed Tobą ślub, a Ty nie wiesz, co gdzie i jak, to koniecznie wybierz się na Targi Concept Weddings, tam na własne oczy zobaczysz, o czym mówię!



Niżej efekty sesji stylizowanej, nad którą myślałam już od styczna zeszłego roku, a która finalnie została zrealizowana w pierwszym tygodniu kwietnia. Od początku, cały koncept i wszystkie jego składowe konsultowałam z niezastąpioną Kasią, autorką bloga Fashionbranding. Zależało mi na prostocie i surowości, koniecznie 3 modelkach (jedna to żadna zabawa!), maksymalnie naturalnych lookach i ogólnym klimacie rusałkowej zwiewności.

Jedno z najpiękniejszych miejsc w Kotlinie Kłodzkiej :  Złoty Jar
Olśniewające, utkane z rosy i mgieł modelki :  Marta, Kasia i Ania
Włosy i makijaż :  Roma Szafarek
Florystyka  :  Decoki
Sukienki  :  Papanna

W tym roku, bardzo bym chciała powtórzyć cały proceder, co najmniej raz! Powoli już układa mi się w głowie scenariusz na pierwszą sesję, która mam nadzieję powstanie w lutym lub marcu (pewnie bardziej marcu...). Obecnie rozglądam się po internetach za interesującymi twarzami i sukienkami, które niekoniecznie będą białe lub ecri. W razie czego można do mnie pisać i zgłaszać swoje propozycje tutaj.


_____________________________________________________________________________



Myśli zebrane
To my!




Czyli z wcześniej wspomnianą Kasią, wystartowałyśmy niedawno z podkastem! Dziecko nasze nosi poetyczną (jak cały ten post) nazwę: Myśli zebrane.
Jest to dla nas prawdziwa frajda, ale i realna robota, której jest w cholerę! Niemniej, odważnie zakasujemy rękawy i działamy! Na naszym kanale na YT, już można znaleźć sporą listę naszych rozmów, a w każdej pochylamy się nad innym tematem. Niedługo będzie nas można posłuchać również w innych zakątkach internetów, np na Spotify (prace trwają!). A póki co zapraszamy w nasze Jutubowe progi i zachęcamy do rozgoszczenia się! Ponadto jeśli nie należysz jeszcze do szacownego grona naszych subskrybentów i subskrajberek to musisz jak najszybciej zmienić ten stan rzeczy! Nigdzie nie będzie Wam tak dobrze, jak u nas!




Niżej nasz ostatni podkast, w którym podsumowujemy naszą dotychczasową działalność, zdradzamy nasze plany wydawnicze na rok 2019 i obgadujemy z Kasią nasze słuchaczki (po imieniu, lub nicku!)




Czy mówiłam już jak fajnie się z nami bujać? Jeśli chcecie być na bieżąco, z góry wiedzieć co u nas piszczy w mikrofonach, zaglądać za kulisy i wylądować od czasu do czasu w naszym instastories to niezwłocznie wejdźcie na pokład naszego wzorcowego  isntagrama.  


.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Ploskie jeziora - Miedwie



Kolejny mega długi post dla Was przygotowałam, zawierający solidną porcję zdjęć, przy których mam nadzieję nie przyjdzie Wam się nudzić!

Dziś rzecz będzie o polskich jeziorach. Wprawne oko dostrzeże, że te parę skromnych wpisów (Polskie lasy, Złota godzina, Piaskowe labirynty, Nadmorskie klify) rozrosło mi się w cały cykl o polskim krajobrazie. Cóż rzec... Mickiewicz o polskiej przyrodzie pisał ballady, ja kleję posty. Pomysł na ten, powstał kiedy przed świętami udało mi się spędzić trochę czasu na pięknym jeziorem Miedwie, które położone jest w północno-zachodniej części Polski. Pogoda była przepiękna, słoneczna, a miejsce mimo iż nastawione na turystów i szukających odpoczynku z okolic, bardzo spokojne i ciche. Szum poruszanego delikatnie wiatrem jeziora i odgłosy wodnego ptactwa przyjemnie relaksowały i koiły. Nie mogło być lepiej!*

Jezior w Polsce mamy sporo, jeśli spojrzycie na mapę, to bardzo szybko dostrzeżecie, że największe ich zbiorowiska znajdują się na północy naszego kraju. A wszystko to za sprawą lądolodu, który w okresie zlodowaceń plejstoceńskich trochę te tereny jednak przeorał**. Stąd większość jest jeziorami polodowcowymi (morenowymi lub rynnowymi). 

11*** największych  to kolejno: Śniardwy, Mamry, Łebsko, Dąbie, Miedwie, Jeziorak, Niegocin, Gardno, Jamno, Wigry, Gopło.

A 10 najgłębszych to następująco: Hańcza, Drawsko, Wielki Staw, Wigry, Wdzydze, Wuksniki (czy tylko ja sobie tak łamię język i oczy na tych nazwach??), Babięty Wielkie, Morzycko, Trześniowskie.



Możecie wierzyć lub nie, ale na tych bagienkach, w suchych szuwarach umościł sobie legowisko pewien czarno-biały koteł, który nic sobie nie robił z tego, że znajduje się na malutkim skrawku suchości pośród mokradeł i najspokojniej w świecie wygrzewał się na słońcu.


Miedwie jest zatem na 5 miejscu, co do wielkości polskim jeziorem, jego powierzchnia to ok 35km2 (sporo!). Jest  pozostałością po lądolodzie, typu rynnowego, a więc charakteryzuje je podłużny, raczej wąski kształt i znaczna głębokość. 


A tutaj natknęłam się na żerowisko bobrów. Świeżo ścięta przez nie brzoza, wylewała morze soku!


Podobno siła siekaczy tego wielkiego gryzonia (tak, bobry, należą do gryzoni!) potrafi osiągnąć nawet kilka ton na cm2. Są cały czas ścierane, ale i rosną przez całe życie. 


A tak wygląda żeremie bobrów, niepozorny kopczyk, zbudowany z mułu i gałęzi. Bobry mieszkają tam zazwyczaj całą rodzinką, śpią i gromadzą zapasy. Oczywiście, żaden nie wystawił nawet nosa, ale to było do przewidzenia, bo są to zwierzęta wiodące raczej nocny tryb życia, wiec o ile żadnego nie zbudziłam (starałam się być naprawdę, ale to naprawdę cicho!), to w dzień słodko sobie spały, śniąc o młodych, świeżych gałązkach do schrupania.


*No dobra, mogło. Mogłam zostać tam dłużej.
** Nie wiem dlaczego, ale lądolód zawsze kojarzył mi się z Buką. I kiedy tylko o nim czytam, albo słucham, zaraz w tle włącza mi się muzyczka z Muminków, kiedy Buka nadciągała do doliny ( #strasznerzeczy).
*** Wiem, że dyszka jest standardem, ale chciałam koniecznie włączyć Gopło, więc podałam 11 jezior, a nie 10. Bo i kto mi zabroni?

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Szczecin



Ostatnim razem po wizycie w Szczecinie nie napisałam o nim zbyt wiele dlatego tym razem postanowiłam, że poświęcę temu miastu caały dłuugi post (jeśli zajrzycie niżej, zgodzicie się ze mną, że nie szczędziłam migawki).
Zupełnie jak ostatnim razem było dość chmurno i popadywało od czasu do czasu, ale podobno jest to normą bo docierają tam masy polarnomorskiego powietrza znad Atlantyku, które jest po prostu wilgotne (swoją drogą nie zazdroszczę). Jednak ani szarość (nie było w sumie najgorzej, z rzadka przebijały się nawet skrawki błękitnego nieba i słońce), ani przelotne deszcze nie były mi straszne, uzbrojona w mapę i aparat postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu miastu, jego uliczkom, architekturze i  ludziom.









Szczecin podobnie jak Wrocław leży nad Odrą, jest stolicą województwa zachodniopomorskiego, jest trzecim miastem w Polsce pod względem wielkości powierzchni i siódmym pod względem liczebności. Centrum miasta składa się z wielkich rond i ulic, przy których stoją eklektyczne kamienice, całość składa się na gwieździsty układ urbanistyczny (dla przykładu Paryż również taki posiada).




Naprawdę polecam wybrać się na Wały Chrobrego, jest tam sporo interesujących obiektów architektonicznych, a ze wzgórza rozciąga się widok na Odrę i port.






Gospodarka Szczecina to w głównej mierze gospodarka morska, dużo kręci się wokół portu. Dawniej działała tu Stocznia Szczecińska, ale paru ludzi na górze doprowadziło ją w 2002 do upadku.  Funkcjonują natomiast stocznie remontowe, nie produkuje się tam co prawda nowiutkich fancy statków, ale remonty też są potrzebne.
Niestety, ale w mieście widać prawie jak na dłoni, że pewien ważny dla tamtejszej gospodarki filar podupadł. Nie ma jednak co smętnie wciąż spoglądać w przeszłość i narzekać, zwłaszcza, że od 2013 obowiązuje tam specjalna strefa ekonomiczna, baardzo korzystna dla przedsiębiorców bo niosąca możliwość zwolnienia z podatku dochodowego*.







* Pewnie Was zanudzam takimi rzeczami, ale musicie przetrwać. Takie sprawy zawsze zwracają moją uwagę i interesują, a potem mimowolnie opowiadam o nich dalej (np tutaj). Sto osób zanudzę, a dla jednej ta czy inna informacja może okazać się przydatna.