.

.

sobota, 21 grudnia 2013


Wstałam dzisiaj wcześniej i jestem jeszcze trochę zaspana ale mam nadzieję, że to moje zaspanie zaraz się  gdzieś rozpierzchnie po katach, ponieważ już tylko zielona herbata z pigwą dzieli mnie od wyruszenia na przedświąteczne zakupy, a raczej ich dokończenia. Listę  mam długą (naskrobaną ołówkiem na jakimś pogniecionym paragonie, czasami jakoś tak jest, że zdarzają się chroniczne niedobory długopisów i czystych kartek, kiedy te akurat są najbardziej potrzebne), a znajduje się na niej zastraszająco dużo przypraw, goździki, jałowiec, imbir, anyż i cynamon w laseczkach, muszę poszukać też dobrego miodu, najlepiej gdyby był akacjowy (mój ulubiony!), wino czerwone półsłodkie, suszone grzyby i buraki, duuużo buraków do czerwonego barszczu (moja miłość). Resztą niezbędnych produktów na święta obiecała zająć się mama, a mi pozostają już na głowie tylko brakujące prezenty.


Jeszcze dwa-trzy dni i znajdę się w królestwie zapachów! Pieczone przez moją siostrę pierniki, gałązki świerku pachnące lasem, zapach suszonych grzybów i przypraw korzennych, najcudowniejsze aromaty pomarańczy i mandarynek, wszędobylskie opary czerwonego barszczu i ryby po grecku, przytulny aromat grzanego wina, makowca i kompotu z suszu. Będzie też zapewne wiele wiele innych, a wśród  nich prawdopodobnie nie zabraknie i zapachu mokrego psa, a nawet kota, które może nie należą do najpiękniejszych i najbardziej lubianych, ale równie mocno potrafią człowieka roztkliwić, zwłaszcza jeśli wspomniany właściciel mokrej sierści spojrzy oczętami przepełnionymi prośbą i pokorą, oczętami zapewniającymi o swej niewinności i braku złych intencji w stosunku do pieczonej kaczki i tymiż samymi  ślepiami uniżenie poprosi o pozwolenie na wejście do domu i zaszycie się gdzieś pod stołem tudzież na półeczce (to akurat w przypadku kota), tak aby móc być obecnym równocześnie udając swoją nieobecność (oczywiście udawanie nieobecności to tylko początkowy etap strategii tych małych pyszałków, po zakończeniu jego realizacji następuje realizacja szwędactwa między nogami i tym podobne czynności mające na celu uzyskanie potencjalnych smakołyków).
Tak to więc mniej więcej będzie wyglądać... cóż herbata już wypita, muszę spadać póki jeszcze jasno i w miarę słonecznie! Gdybym się tu już do świąt nie pojawiła, życzę Wam wszystkiego dobrego, spokoju cobyście jednak nie przesadzali z przedświąteczną spiną, a raczej delektowali się chwilami, które tak szybko ulatują (żeby potem nie było: Święta, święta i po świętach!).








10 komentarzy:

  1. Miłych, spokojnych Świąt życzę Ci Marto. Widać, że potrafisz doceniać te szczęśliwe chwile w życiu. Udanych zakupów.
    http://balakier-style.pl/.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie z moim zwierzakiem będzie tak samo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem skąd możesz znać, byłam kilka razy na bilbordach czy w gazetach wiec może to? :)..

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twoje tajemnicze ujęcia i wykonanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze zdjęcie jest niesamowicie klimatyczne

    OdpowiedzUsuń
  6. lovely pictures
    you look amazing

    love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Te przedświąteczne zakupy... Obserwujemy? http://patyskaa.blogspot.be/

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo przyjemne i klimatyczne zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń