.

.

wtorek, 30 lipca 2013

Burze, sztormy i inne pioruny


Siedziałam wczoraj z bratem na werandzie. Gapiliśmy się na burzę i coś tam sobie rozprawialiśmy o prędkości światła, dźwięku, o bombach atomowych, przepołowionych drzewach i takich tam... śmiałam się z niego bo przegapiał najlepsze błyskawice.
Lubię burze. Przynoszą świeżość i przy okazji dostarczają atrakcji. A kiedy ktoś mówi np: o, już odchodzi- to ja sobie wtedy taką burzę mimowolnie wizualizuję jako bukę (!) i chcąc, nie chcąc, przechodzą mnie paskudne ciarki.

Musicie mi wybaczyć poniższą lekką niewyjściowość, ale tak się zdarza, kiedy ktoś namówi nas na drogę na skróty, a potem lezie się nią sześć kilometrów po lody, które są niby super, ekstra, turbo dobre, że nie wybrać się po nie to grzech, a po drodze okazuje się jednak nieco chłodniej niż się uprzednio zakładało i trzeba przywdziać ciuchy swojego chłopaka (bo one posiadają kaptury i takie tam co to ochraniają uszy, żeby ich wiatr nie wywiał). A na koniec okazuje się, że lodów ani śladu i w ogóle żadnego jedzenia nigdzie nie widać, za to zdążył rozpadać się solidnie deszcz i raczej nie ma już co liczyć na hepi end. Sami teraz widzicie, że nie jest lekko...







17 komentarzy:

  1. Uwielbiam czytać Twoje notki, bardzo ciekawie piszesz ;-)
    Zdjęcia jak zwykle piękne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez uwielbiam burze. Zawsze na nie czekam i potrafie godzinami je obserwowac ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka tam niewyjściowość... Pomimo przebytych kilometrów i deszczu, wyglądasz bardzo ładnie :)
    Strasznie podoba mi się trzecie zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nice blog! Would you like follow each other?

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Twoje wyczucie stylu i luzu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet w tak polowych warunkach wychodzisz na zdjęciach pięknie:)
    A burze też uwielbiam, choć chyba najbardziej ten czas tuż przed burzą. Kiedy ciemne chmury są jeszcze podświetlone słońcem i w upalnych, stojącym powietrzu pojawia się nagle silny wiatr.

    OdpowiedzUsuń
  7. piekne zdjecia, te fale... ahh :)

    OdpowiedzUsuń
  8. fajny masz uśmiech :) i morze piękne..
    www.thoughtsart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. O, ale mewa była. Zamiast lodów hot wingsy albo rosół marynarski.

    OdpowiedzUsuń
  10. skoro zabrałaś chłopakowi wszelkie ocieplajki i wiatrochrony to w czym on biedny paradował po tej rozwianej plaży? bezwzględna jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sam dał, to wzięłam :> ee on to chłopak przezorny, nabrał tyle warstw, że i mi i jemu starczyło :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie że on taki męski.
      Gdybyś spacerowała z kumpelą to raczej nie dała by Ci swoich ocieplajek

      Usuń
    2. hahaha no bardzo prawdopodobne... chociaż ja akurat mam takie co też się często nade mną litują

      Usuń
  12. Guczi jaka zziębniętaaaa! Buziaki kochana :*

    Agata

    OdpowiedzUsuń