.

.

sobota, 5 listopada 2011

Swap Party w Fu-ku


Nie jestem pewna czy zbytnią zuchwałością nie byłoby stwierdzenie, że jestem bliska ozdrowieniu jako takiemu. Bezpieczniej byłoby raczej powiedzieć, że jestem na dobrej drodze do stanu, w którym nie jestem smarkaczem, kaszlakiem, czy też podobnym stworzeniem... Z racji tej w podskokach Wybrałyśmy się z Klaudią i Ewą (tu zapraszam na jej bloga, a jakże) na swap party do naszego kochanego fu-ku, gdzie można było spełnić się niejako w zabawie na wymienianki. Zasady były jasne i proste, należało przytargać swój mało już używany dobytek, rozeznać się w dobytku pozostałych zainteresowanych, a następnie przekonać ich, że mają jedyną okazję na ubicie życiowego interesu! Ahh piękna była to zabawa, zapewniała wiele emocji, za które ślicznie dziękujemy organizatorkom.





tu mi się stało właśnie przez te całe podskoki pochorobowe...

























Klaudia mówi: Nie znam cie wieszaku





3 komentarze:

  1. ależ jestem gdzieniegdzie nieokrzesana :D smarkaczu, fajne łupy mamy, nie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to był mój wieszak, co nie :(

    Na tych zdjęciach to wygląda jak jedno wielkie szaleństwo! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, więc mówisz, że moja gęba pasuje do cmentarza, czyli mam cmentarno paszczę?:D Dzięki w każdym razie. Dawno nie byłam na dobrym swapie, w warszawce są albo zbyt rozdmuchane i masowe, i przybierają groteskową formę, albo zbyt kameralne i jest tylko kilka lasek, które sprzedają ciuchy, za to praktycznie zero chętnych.

    OdpowiedzUsuń