.

.

poniedziałek, 14 czerwca 2010



Wreszcie wdomu.Ostatnio coraz rzadziej w nim bywam i przyznam, ze trochę mnie to niepokoi bo tracę z oczu wiele spraw, których jednak lepiej bez nadzoru nie zostawiać. Nie pamiętam też kiedy ostatnio dane mi było spędzić choć troche czasu na tak twórczym zajęciu jakim jest, całkowicie bierny odpoczynek, nazywany częściej nudą. Z tym będę musiała jeszcze trochę poczekać i po drodze namówić siostrę na wspólny wyjazd (co będzie potwornie ciężkie i wymagające skomplikowanej polityki). Ja sama zostałam przekonana dzisiaj rano do tego pomysłu (w 95 procentach) i stwierdzam, że muszę niebawem zaopatrzyć się w nowy strój kąpielowy (mam już nawet sporą chrapkę na jednego takiego spryciarza). No ale, nie o tym, nie o tyym... Byłyśmy z wyżej wspomnianą w sobotę w ogrodzie botanicznym (głównie) w celu zbadania tego miejsca pod kątem tła do zdjęć. Wizyta wywiadowcza planowana była już od dawna, niestety zła pogoda i wieczny brak czasu nie pozwoliły na jej wcześniejszą realizację. Nie ma jednak tego złego... jest akurat okres kiedy większość roślin jest w stanie kwitnienia, nic piękniejszego! Ponad połowę dnia spędziłyśmy na spacerowaniu zacienionymi ścieżynkami i wylegiwaniu się na trawie (trzeba było troche twarz wystawić do słońca i przy okazji zając się nowo kupionymi książkami).







i parę zdjęć z prowizorycznej sesji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz