.

.

wtorek, 1 czerwca 2010





...no może nie tak czarów jak bagien i wszechobecnego błota.
Wyprawa na pobliskie łąki (które po zaledwie dwudniowej mżawce stają się natychmiast terenem podmokłym) nie należała do przyjemnych. Zależało mi na dynamicznych zdjęciach, pokazujących Izę  biegającą, skaczącą etc... podobne rzeczy okazały się niestety niewykonalne bo obie topiłyśmy się prawie po kostki w grząskiej ziemi. Po desperackim przejściu kilkunastu metrów, trzeba było się wycofać.
Nic jednak straconego, szybko znalazłyśmy sobie o wiele sympatyczniejsze miejsce, w które doskonale można było wpasować wcześniejszy zamysł.





Teoretycznie odtąd Iza będzie mi się kojarzyć z Avril... (głownie dlatego, że śpiewasz ją kiedy nikt nie widzidzi/słyszy :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz