.

.

niedziela, 2 maja 2010




Właśnie sobie dostałam list od pewnej kobiety i jak zwykle sie przeraziłam i podłamałam. Ehh moja droga babcia, nie widziałam jej ponad dziewięć lat. Strasznie wysoka, strasznie chuda ze strasznie długim warkoczem. Straszność tkwi mi w pamięci najbardziej. Energiczna! Do tego potwornie zasadnicza, przerażająco surowa i potężnie uparta. Ogólnie rzecz biorąc nie do życia. Dlatego też żyje sama. Jak mówi, bardzo to sobie ceni, w co absolutnie jestem skłonna wierzyć.
Odczytując w pośpiechu jej maszynowy charakter pisma, nie jestem pewna czy mam do czynienie za starszą panią, matką mojego ojca czy z jakimś fanatycznym ekologiem. Gdyby żyła dwa tysiące lat temu, spokojnie mogla by robić za jakąś pogańską kapłankę oddającą cześć żywiołom i innym elementom przyrody. Widzę ją nawet składającą ofiary z ludzi. Idealnie się w to wszystko wpisuje.
No ale, jak na tyranke jest jednak też bardzo poczciwa i niezaprzeczalnie pod wieloma względami ją podziwiam.
Co mnie najbardziej załamało? Kolejny dowód na to że jestem jakimś dziwnym wynaturzeniem w swojej rodzinie. Wszyscy po kolei matematyczne mózgi, miłujące się w cyferkach, a ja? Ja jestem napiętnowana brakiem tego czegoś co powaliłoby nawiązać jakąkolwiek nić porozumienia z tą rygorystyczną nauką. Nieee, między nami nigdy nie będzie dobrze. Po prostu nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz