.

.

poniedziałek, 31 maja 2010


Ostatnie zdjęcia Guinevere van Seenus rozwaliły mnie na łopatki. A muszę zauważyć, że coraz rzadziej zdarza mi się podniecać jakąkolwiek sesją. Wszystko wydaje się takie zwyczajne, nijakie, mało emocjonujące... aż tu nagle, proszę, zostałam totalnie oczarowana przez kobietę, która tak na prawdę wcale nie wydaje się nią być. Wodna istota, syrena, utkana z mgły i świetlnych refleksów, w której naturę na pewno nie wpisuje się śmiertelność i nie dotyczą jej mankamenty ludzkiego życia.
Jeffie Burtonie, właśnie stałam się twoją zagorzałą wyznawczynią.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz