.

.

środa, 12 maja 2010

bonjour, bonjour!


Aaaaa nic nie umiem na poniedziałkową historie. Straszna to rzecz, ale prawdziwa. O co sie boje? Daty... cholera, ja nie mam głowy do liczb! A tu każą człowiekowi wszystkie fakty z nimi kojarzyć. Paskudztwo.

Wczoraj sie dowiedziałam, że bierzmowanie mojej siostry na  którym robię za jej uroczego świadka, nie jest za tydzień tylko właśnie dzisiaj. Ale nie wpadamy w panikę, nie wpadaaamyy, wszystko jest pod kontrolą, a troche zaskoczenia jeszcze nikogo nie zabiło (tak tylko teoretyzuje:). Z dniem dzisiejszym stanie się rzecz przedziwna ponieważ będziemy miały taki sam zestaw imion (co zainicjowała moja matka przy jej chrzcinach, a ja wkrótce podłapałam i uknułam resztę planu personalnych manipulacji podczas swojego bierzmowania), ona- Estera Maria Marta, a ja- Marta Estera Maria.

Od jakiegoś czasu nie mam najmniejszej ochoty zakładać na siebie spodni. Po prostu rano jak otwieram szafę to szukam spódnicy/sukienki/szortów, a wszelkie długie nogawki są skutecznie ignorowane. Dość sie już w tym nachodziłam podczas zimy, trzeba odpocząć.

A jutro będe się ostro vuajażować w sprawach służbowych i współczuje z tego względu swoim biednym nogom.
Tout est possible!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz