.

.

czwartek, 4 marca 2010

les nymphes

Jeju, jejuuu... znowu was zasypie moimi kochanymi dymidłami. Jak tu nie kochać takiego efemeryzmu, subtelności i nienachalnego powabu. J'aime ca!







Prawie wszystko jest przeze mnie robione na wyczucie. Życie na tzw mackę* jest cudownie zmysłowe. Nie trzeba sie trapić drogowskazami, mapami, wzorami i schematami. Schematyczność to przekleństwo. To ograniczenia. A czucie nie jest mierzalne. To bezkres. Nieograniczona jest przestrzeń po której dryfują myśli i uczucia. Wspaniała rzecz.


* Nie mam tu na myśli tej macki totalnie bezwładnej, podczas której z zamkniętymi oczami i rękami wyciągniętymi przed siebie zdarza mi się błądzić po stepach życia. (Ani tej, kiedy leze za tobą bezmyślnie przez la grande ville i nie troszczę się o to gdzie jesteśmy, bo przecież mam wyśmienitego przewodnika.Chciałabym żeby zawsze tak było. Nie musieć troszczyć się o zbyt wiele. )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz