.

.

wtorek, 29 grudnia 2009

Wreszcie skończyłam poprzedni post. I odczułam pewną ulgę po dotarciu do mety w tworzeniu tego tasiemca.
 Jedno się kończy, drugie zaczyna. Wąż, który pożera swój ogon. Ciągłość.
Tak więc, płynnym ruchem pozwolę sobie przejść do adnotacji z dnia dzisiejszego. Z powodu kłód, które rzucają pod nogi ludzie uprzejmi, zmuszone byłyśmy do pracy na mrozie. W drodze na Jaworkowe pustkowie, Klaudia zażartowała, żeby porobić zdjęcia w szkole. Absurd, przecież jest zamknięta. Otóż nie, moi mili! Stoi otworem i czeka. I woła: "wstąp na chwile!". To i wstąpiłyśmy, wedle zaproszenia. Cóż mogę rzec... jedni mają AFA, inni 3 LO. Każdy działa jak może.



z ręki Klaudii, świetliste eksperymenty




Magda i jej dlababcizdjecia
(czyli aniołkowata stylizacja grzecznej wnusi)



Klaudia, mi pozująca


Nieopisanym dobrem jest dla fotofgrafierta ciepły, jasny kąt podczas mrozów zimy.
Jak niewiele trzeba aby fotografiert i ciepły jasny kąt się odnaleźli.
Wspaniałostka!
czas zaprosić za kulisy...

petit, petit Gustka.
Bonjour!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz