.

.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Ślęczałam nad tymi zdjęciami dziesięć godzin. Tak wynika z moich obliczeń (ooo i proszę się tu nie sugerować brakiem jakichkolwiek umiejętności matematycznych, tym razem wynik jest poprawny). Dowodem na to jest chociażby odcisk na prawym nadgarstku od jeżdżenia po blacie biurka (przy obróbce zdjęć, trzeba się  sporo myszką natachać). A nawet ich nie skończyłam, zdjęć w sensie. Jeszcze jedna piąta z nich czeka nietknięta i chyba nie uda mi sie zasnąć póki z nimi nie skończę. Jest to praca mecząca, praca czasochłonna, ale należąca do moich ulubionych.
Może rzeknę coś o samym zdjęćsięrobieniu... 10.30 pod ZOKiem. 10.31 już W ZOKu. A taaaam... Śliczna pani rozkłada ręce i twierdzi iż ona "o żadnej rezerwacji sali baletowej nie wiedziała". Milutka atmoswerka trwała jeszcze chwilkę, po czym w końcu dostałyśmy klucz i ostrzeżenie przed zimnem. Przed zimnem... ale nie przed remontem i burdelem z nim związanym. Podłamałam się lekutko. Natomiast Karolina stwierdziła że ten śliczny burdelek będzie "kwintesencją dzisiejszych zdjęć". Mało mnie to jarało, ale cóż począć... Trzeba sobie radzić z pracą w każdych warunkach. I nie marudzić.
Kiedy weszłyśmy do garderoby, ja z Klaudia wydałyśmy z siebie dźwięki, które mieściły się gdzieś pomiędzy zachwytem, radością a cierpieniem. Karolina wydobyła z siebie "o kurwa" oraz "ale jebie molem".
Az mnie kręci żeby to jeszcze rozwinąć... no ale, nie chcemy tu nikogo przecież zanudzać.
Trza coś oglądnąć teraz.











Malina, na ostrro.



Zapomniałam dodać, że zimno oczywiście też zastałyśmy. Ooo w cholere tego było. Hektolitry zimna.
Zmarzłam jak diabli i cała się telepałam. Gdzie nie pójdę, to zmarznę... eh, eh, ehh...

troche backstage'ów uzupełniających.



brązowooka Klaudia.





...et c'est moi!


...et c'est la fin. Peut-etre...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz