.

.

niedziela, 8 maja 2016

Moja szafa - jak obecnie wygląda?




Ostatni raz opowiadałam o tym co mam w swojej szafie dobrych parę lat temu w babskim.tv. Od tamtego czasu sporo się zmieniło, ale też całkiem niemało pozostało bez zmian. Mój blog już dawno przestał koncentrować się na modzie  bo i jego autorka poświęca jej o wiele mniej uwagi niż np 4-5 lat wcześniej*. Nie mam nadmiernej ochoty jej obserwować, ni też dotrzymywać jej kroku. Wychodzę  z założenia, że to moda i ubrania są dla mnie, a nie ja dla nich. Ideałem mojej relacji z modą jest minimum mojego wysiłku, maksimum wygody i dobrego samopoczucia. Nie oznacza to znowu, że jedyne w czym chodzę to dres, bynajmniej. Definicja wygody i  komfortu dla każdego jest trochę inna. Dla mnie np oznacza płaskie buty, miękką bawełnę, luźne letnie sukienki, miękkie delikatne biustonosze lub najlepiej ich całkowity brak (kiedy to możliwe). Ale chyba najważniejszym clou tego co sprawia, że czuję się dobrze i przyjemnie jest brak presji, poczucie, że nic nie muszę. Mogę tylko chcieć.


No, ale dobrze, przejdźmy do konkretów. Obecnie większość moich ubrań mieści się w dwóch punktach: pierwszym jest wieszak na którym mieści się  tzw strefa uniformu, a drugim takim miejscem jest szafa, w której wiszą rzeczy, które się uniformizacji totalnie nie poddają, za to idealnie pasuje do nich określenie wolność i swoboda.

Moda zdecydowanie nie jest czymś wokół czego kręci się moje życie, ale nie jestem też ignorantką i doskonale zdaję sobie sprawę z mocy wizerunku  i tego, że jest bardzo ważną płaszczyzną komunikacji. Jak bardzo byśmy nie zaprzeczali, nie piętnowali i nie odżegnywali się od tego - oceniamy siebie nawzajem po wyglądzie (nie tylko, lecz również), jest tak od zarania dziejów i żadne romantyczne memy z obrazkiem zapłakanej dziewczynki na torach tego nie zmienią. Razem z gestykulacją, czy mimiką zalicza się do komunikacji niewerbalnej. Zwykła rzecz, nic nadzwyczajnego, proza życia, którą teraz po prostu mamy możliwość ubierać w bardziej profesjonalne słownictwo.

Wróćmy jednak do tego co mam w szafie! Mając więc świadomość tego, że swoim ubraniem komunikujemy innym jaką osobą jesteśmy, wraz z rozpoczęciem prowadzenia swojej działalności zmuszona byłam utworzyć przestrzeń w swojej szafie na rzeczy o wydźwięku oficjalnym, w których będę mogła pracować i  spotykać się z klientami. Dziś ta przestrzeń nie jest już dla mnie taka straszna, zwłaszcza, że służbowy uniform złagodziłam i optymalnie dopasowałam do swojej osoby (profesjonalność, profesjonalnością, ale kurde, jestem w końcu fotografem, a nie korpoludzikiem, który musi mieć dociśnięty krawacik, że  ledwo przełyka ślinę!).
W tej części znajdziecie cieńsze okrycia wierzchnie jak wiosenne płaszczyki czy żakiety, bawełniane dalej są  wiskozowe koszule i tuniki, oraz kilka par spodni. Nie ma tu kolorów. Tzn są jeśli zaliczacie do nich czerń, biel i szarość. Wszystko jest bardzo wygodne, bez drapiących, czy uwierających elementów, które mogłyby mnie rozpraszać podczas pracy czy rozmowy.

Natomiast w zamykanej szafie, mam swoje własne przejście do Narnii. Jest tam moc sukienek, krótkich, długich, zwiewnych i dopasowanych. Są kolory, trochę wzorów i również dość sporo czerni. Oprócz sukienek mam tam schowane wszystkie niezbędne basicowe elementy, są tuniki, flanelowe koszule, cienkie narzutki, spódnice (raczej długie, z krótkich mam obecnie szt.: 1). Innymi słowy jest tam wszystko to w czym mogę chodzić po domu, co chętnie i z przyjemnością założę na wycieczkę do lasu, czy nad jezioro lub czym po brzegi wypełnię walizkę lub plecak w przypadku wyjazdu na wakacje.

Nie jest jednak tak, że zawsze mocno rozgraniczam te dwie przestrzenie, czasami np wyciągam z szafy oficjalnej, wyciągam sobie z dwie białe koszule i zabieram ze sobą na wakacyjny odpoczynek (o tutaj, możecie sobie nawet zobaczyć).




Jeśli chodzi o dodatki to tu jest parę ciekawostek. Pierwsza z nich jest taka, że od dobrych paru lat (wydaje mi się, że od 4), nie kupiłam ani jednej torby (wow, jak sobie teraz o tym pomyślę, to naprawdę mam ochotę przybić sobie piątkę!). Za to uszyłam ich już dosyć sporo, większość poszła na prezenty dla najkochańszych znajomych i rodziny, a część modeli mam u siebie. Są to lekkie jak piórko, materiałowe torby, na zakupy, na plażę, na co dzień ( możecie je sobie podejrzeć tutu i tu).

Nie posiadam w ogóle biżuterii. Nic, a nic. Ostatnio nawet pogubiły mi się rzemyki, w których czasem hasam sobie latem. Nie kupuję, nie noszę, jest to dla mnie na obecną chwilę całkowicie zbędne.

Mam za to całkiem spory zestaw okularów, który regularnie odświeżam i uzupełniam (wiecie, te małe gagatki jeśli nie są odpowiednio zabezpieczone , bardzo lubią się zarysowywać lub wręcz rozgniatać w odmętach torebek).

Obecnie mam dokładnie 7 par butów w których chodzę w ciągu roku (policzyłam zimówki, wiosenno-jesienne i letnie). Żadne z nich nie posiadają obcasów. Planuję to minimalistyczne grono jednak wkrótce powiększyć o trampki i jeszcze jedne sandałki (sandały to najlepsi letni przyjaciele).

I jak wiecie, mam słabość do kapeluszy z dużym rondem. Dotąd w duchu minimalizmu starałam się mieć pod ręką tylko jeden, który do momentu ostatecznej eksploatacji, po prostu zamieniałam innym zwykle podobnym, ale w tym momencie mam ich 3 i póki co nie rozglądam się za niczym nowym. Z kapeluszami jest niestety problem przechowywania. Jeśli nie ma się na niedostatecznie dużych okrągłych pudełek, które osłonią je przed zagnieceniami i przede wszystkim kurzem to jest dosyć ciężko.

I tak to mniej więcej wygląda. Post wyszedł dość obszerny, ale mam nadzieję, że jego lektura lekką Wam będzie!

Za zdjęcia dziękuję Kasi.




* Cóż... chyba minęło mi to pełne rozemocjonowania młodzieńcze zauroczenie. Zastąpiła je za to proza obdartego z różu życia, gdzie zamiast podziwiać wymyślne wzory i kolory nowej kolekcji, widzi się tylko tony tych samych rzeczy i sztuczny połysk poliestru.


11 komentarzy:

  1. Bardzo przyjemnie spędziłam tutaj z Tobą te kilka minut :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze się czyta takie "zwierzenia z szafy" :)
    Rozsądne i logiczne podejście to jest to, co niektórzy mają, a inni muszą się tego nauczyć. Zazwyczaj jest to okupione wieloma próbami, ale najważniejsze - dostosować modę do swojego trybu życia!
    I Tobie się to perfekcyjnie udało :)

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się totalnie z ostatnim dopiskiem!

    Piękne kolory i zwiewna Kokijażowość!

    Ja się na przykład zorientowałam, że ostatnio naprawdę mało kupuję ubrań (mam wrażenie, że ostatnio całe pieniądze przewalam na jedzenie i inne przyjemności), bo ostatnie miesiące to w sumie jedne spodnie, trampki, pare skarpet i innej bielizny. A nawet wyrzuciłam sporo rzeczy! Po co mi sukienki, które owszem, śliczne, ale leżą od trzech lat i nie leżą już tak dobrze? (Mówiłam, za dużo jedzenia :D) A jednak dalej mam w czym chodzić i codzienne mogę tworzyć nowe stroje, chociaż ostatnio to i tak tylko dżinsy i bluzka :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajne te zdjęcia, taki retro klimat mają.

    Ja bardzo lubię Twój sposób ubierania się. W ogóle fajny post, dobrze jest tak sobie podsumowac siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lektura miłą mi była i towarzyszyła jej ekscytacja, bowiem ubrałaś w słowa przemyślenia dokładnie takie jak moje (pierwszy akapit i dopisek pod gwiazdką). Dobieranie "zestawów" ubrań często wciąż sprawia mi radość, ale fakt, że nic nie muszę, a wręcz nie chcę być na bieżąco wraz z pewnością, że w mojej szafie są ubrania, w których niezależnie od trendów będę czuła się po prostu dobrze i fajnie, sprawia, że jest to o wiele zdrowsza relacja niż kilka lat temu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że podoba Ci się tło, które wybrałam do zdjęć :) Mój chłopak, którego zmusiłam do zrobienia mi paru zdjęć, bardzo je krytykował. Jego zdaniem, było brudne i beznadziejne.
    Z przyjemnością czytało mi się Twój post i jestem zachwycona Twoją stylizacją. Instagrama też masz cudownego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chłopakami tak często, nie kumają w i z j i ;)

      Usuń
  7. Świetny post ;)

    http://kn-fashionlovers.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Amazing post

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Skąd takie piękne, plisowane spódnice? :)

    OdpowiedzUsuń