.

.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Moja hodowla kiełków



Bardzo lubię gotować. Raz na miesiąc. Lub na dwa. A wszystko co upiekłam w ciągu życia to młodzieńcze, jeszcze gimnazjalne eksperymenty z bezami (czułam się wtedy bezową mistrzynią, nawet jeśli wychodziły brązowe), dyniowy, halloweenowy placek, który miał dosłownie 2cm grubości (też czasy gimnazjum) i jabłka z cynamonem zapiekane pod kruszonką (to akurat tegoroczne dzieło i wyszło wyśmienicie, mam na to świadków, którzy mogą poręczyć). Jestem za to bardzo dobra w zupach (naprawdę wychodzą bardzo w porządku, sama się dziwię!), a to co chyba najczęściej wychodzi spod mich rąk to sałatki i najrozmaitszych rodzajów smoothie i shake'i, czyli minimum wysiłku i czasu. Wrzucasz, mieszasz/blendujesz, jesz i biegniesz dalej.


Jednym z moich ulubionych dodatków do powyższych sztandarowych wytworów kulinarnych są kiełki. Zwykle kupowałam je gotowe, lub dostawałam trochę mieszanki nasion od siostry, ale w tym roku postanowiłam zająć się ich hodowlą w nieco szerszym zakresie.



Trochę eksperymentowałam, niektóre próby całkowicie się nie udały, inne bardzo pozytywnie zaskoczyły! Gotowe mieszanki nasion na kiełki to prościzna, pójście na skróty i moim zdaniem delikatne przepłacanie (to już lepiej kupić sobie gotowe w tej samej cenie!). Pierwsze co próbowałam skiełkować to brązowy ryż, dynię i grykę (kasza gryczana niepalona). Próby z ryżem i dynią, się nie powiodły, ale gryka pięknie mi skiełkowała i o ile bardzo nie lubię w smaku kaszy gryczanej, to kiełki uważam za wyborne! Potem doszła jeszcze zielona soczewica, która również się udała.


Jak  się  do  tego  zabrać ?

Nasionka umieszczam w małych plastikowych pojemniczkach z Ikei (do tej pory z powodu swojej nieszczelności leżały w szufladzie odłogiem, teraz w końcu się na coś przydały!). Najpierw namaczam w większej ilości wody na parę godzin, lub na całą noc, potem po uprzednim przepłukaniu odsączam nadmiar wody. Kiełki trzeba płukać co najmniej 2 razy dziennie, w przypadku gryki polecałabym nawet z 3-4 razy. Trzymam je w kuchennej szafce gdzie mają temperaturę pokojową i cień.





Dlaczego  kiełki?

Jak powszechnie wiadomo rośliny magazynują w nasionach moc dobroci, ale dopiero po zetknięciu z bodźcem jakim jest woda zaczynają one wydzielać enzymy, co objawia się kiełkowaniem. Enzymy rozkładają substancje odżywcze zawarte w nasionach, tak że te stają się łatwo przyswajalne przez nasze organizmy i dopiero wtedy możemy całkowicie z nich skorzystać. Do tego są źródłem witamin i mikroelementów. Kiełki soczewicy na przykład są bogate w kwas foliowy, potas, wapno, magnez, czy witaminę C. Kiełki gryki również zawierają żelazo i wapń, a to tego rutynę i lecytynę.
Co ważne, zawierają też podobno przeciwutleniacze, które z kolei wspierają naturalne mechanizmy obronne komórek człowieka (przeciwdziałają rozwojowi komórek nowotworowych). A to i tak tylko rodzaj ogólnego streszczenia tego co oferują te młodziutkie roślinki.

Jeśli chcecie przyjrzeć się bliżej moim kiełkowym przygodom i eksperymentom, to wpadajcie na mojego snapa >> kokijaze, tam na pewno nie raz pokażę z jakimi gagatkami się obecnie borykam!




6 komentarzy:

  1. Od miesiąca zbieram się za wysianie rzeżuchy... :( Czy ona też mogłaby tak sobie rosnąć w pudełeczku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, tylko w przypadku rzeżuchy to pudełeczko musiałoby być odkryte i wyściełane watą/gazą/cieniutką warstewką ziemi, bo ona potrzebuje chyba jednak podłoża.

      Usuń
  2. Kiełki są super! My mamy kiełkownicę, kupioną za niewielkie pieniądze z jakimś sklepie ogrodniczym, służy nam całą zimę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale ekstra post! chyba sama pokuszę się o swoją małą hodowlę.
    pytanie - czy różne rodzaje kiełków dostarczają nam różnych witamin / wartości odżywczych? ;) czy różnica jest po prostu w ich smaku?

    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co sprawdzałam to większość wartości się powtarza, ALE co ważne, te same wartości występują w różnych proporcjach, czyli np w 2 rodzajach kiełków jest magnez, ale w jednych jest go bardzo dużo, a w drugich są to śladowe ilości. Dlatego fajnie je mieszać :)

      Usuń
  4. Bardzo lubię kiełki, ale niestety zraziłam się do ich hodowania po zakupie kilku paczek felernych nasion rzodkiewki (nie wzeszły i zepsuły się po kilku dniach)...
    Od tamtej pory kupuję gotowe, ale może wkrótce skuszę się na zakup chociaż jednej paczki soczewicy albo lucerny :-)

    OdpowiedzUsuń