.

.

wtorek, 10 listopada 2015

Dlaczego Polska nie ma swojej Coco Chanel?




Ten post miał być streszczeniem moich wrażeń po lekturze książki Patrycji Todo Moja Francja, ale jakoś niefortunnie popłynęłam z nurtem świadomości i ewidentnie zboczyłam z tematu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, a co się odwlecze to nie uciecze, dlatego postanowiłam podzielić moje rozważania na temat Francji na dwa posty. Dziś będzie nieco o historii i rynku mody, ale zacznijmy może od początku:


Kiedy w gimnazjum zaczęłam się uczyć francuskiego, byłam tym faktem mocno zaaferowana. Nie był to w końcu bezpłciowy, szwargoczący niemiecki, czy banalny angielski. Był to piękny, melodyjny język narodu francuskiego, który można było posłyszeć na les Champs-Elysees (Polach Elizejskich), wśród rubieży, usłanej kwieciem lawendy, Prowansji, czy zalanych słońcem plażach Lazurowego Wybrzeża. Było więc to nie lada wydarzenie.
Na pierwszej, czy drugiej lekcji, pani zapytała o nasze skojarzenia związane z Francją. Każde z nas dzieliło się swoimi, a na tablicy pojawiały się kolejno: wieża Eiffla, Luwr, ślimaki, żaby, bagietki, moda, wino i tak dalej...

Minęło trochę lat, ślimaki i żaby dawno poszły w niepamięć (bagietki zostały, te się nie dają tak łatwo wyeliminować!), a ja zaczęłam postrzegać Francję  w kategoriach wspaniałej architektury, prężnego rynku mody, kolebki sztuki i swego rodzaju stylu życia. Cóż, nic w tym dziwnego, Kraj ten, a zwłaszcza jego stolica od niemalże zawsze fascynował. Miał niewątpliwy wpływ na europejską cywilizację, dyktował modę, zmieniał gusta, budził respekt historią i dorobkiem kulturowym.

Zwłaszcza my Polacy mieliśmy powody do zazdrości, przeorani dwoma dotkliwymi dla nas wojnami, powleczeni na dobitkę marazmem socjalizmu, który zadusił wszelki rozwój i siły życiowe naszego kraju. Na szczęście, od czasów kiedy szara kurtyna opadła, okna na świat zostały otwarte i pojawiło się w końcu świeże powietrze, którym można było oddychać w Polsce nastąpił o l b ż y m i  progres. Nie raz jednak zastanawiam się nad tym jakby to było, gdyby los nam oszczędził tych perturbacji, o ile większe mielibyśmy zaplecze, o ile bogatsza byłaby skrzynia naszej kultury, z której nowe pokolenia mogłyby czerpać?

 Coco Chanel na czas wojny zwinęła interes, ale zaraz po jej zakończeniu otworzyła go ponownie, miała gdzie i miała odbiorców, których widocznie II wojna światowa nie ogołociła aż tak z pieniądza, aby nie mogli sobie pozwolić na ostatni krzyk mody Mademoiselle Coco. I tak czas i sprzyjające warunki pozwoliły domowi mody Chanel rozrosnąć się na prawdziwego giganta, a także mocno wryć się w świadomość całego świata. Naszym projektantom wciąż brakuje budżetu, ich odbiorcy choć toną w zachwytach również niechętnie dzielą się swoim, zdecydowanie preferują wypożyczanie niż zakup. Brakuje w tym wszystkim płynności. Cały mechanizm zdaje się działać wadliwie, cel jakim jest solidny zarobek i zasilenie nim działalności w celu dalszego rozwoju jakoś opornie dochodzi do skutku, bądź co częstsze - wcale.

Jestem jednak pełna optymizmu (choć po ostatnich wyborach może nie powinnam...) wierzę, że i my doczekamy czasów kiedy przepływ pieniądza będzie bardziej widoczny, a nasze polskie marki nabiorą nie tylko ducha ale i ciała (czy nie za bardzo przesadzam dzisiaj z metaforami?).

Oh nawet nie macie pojęcia jak bardzo popłynęłam, a zaczęło się od tego, że chciałam się podzielić paroma faktami związanymi z Francją, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia, albo o których coś tam słyszałam, ale nie z pierwszej ręki (niektóre z nich są naprawdę skandaliczne!), a skończyło się na powyższych rozważaniach. Cóż, chyba właśnie połączyłam kropki!





6 komentarzy:

  1. To jest dobry temat na dyskusję!
    Wiesz, myślę, że w czasie PRL-u mimo wielu trudności, mieliśmy bardzo wyraziste osobowości związane z modą i szerzej - z kulturą (fotografią, ilustrowaniem). Jerzy Antkowiak, Barbara Hulanicki, Barbara Hoff, Jadwiga Grabowska, Grażyna Hase. Ale za nimi stała "osobowość", a tej mam wrażenie wielu projektantom brakuje dziś. Za bardzo poszliśmy w naśladownictwo nie tego co trzeba. Wielu młodych projektantów nie ma też w ogóle "ogarnięcia" biznesowego. Wydaje im się, że wystarczy uszyć parę t-shirtów lub bawełnianych toreb i sprzedawać je przez Facebooka.

    Ja jednak wierzę, że jeszcze zawojujemy trochę świat mody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wielu młodych projektantów nie ma też w ogóle "ogarnięcia" biznesowego. Wydaje im się, że wystarczy uszyć parę t-shirtów lub bawełnianych toreb i sprzedawać je przez Facebooka."- Kasiu, trudno się z Tobą nie zgodzić, a bez tych umiejętności, jakby nie patrzeć dalekich od artyzmu daleko się nie zajedzie.

      Usuń
    2. Najgorzej, że ci młodzi projektanci często artystami nie są i nigdy nie będą. Więc ani biznes, ani artyzm, ani coś pożyteczne społecznie. Pozostaje obserwować i wyszukiwać perełki!

      Usuń
  2. Miałam podobne skojarzenia i przemyślenia mieszkając we Francji. I też rodziła się we mnie trochę frustracja, że nas tak przeorała ta historia...
    Co do "młodych polskich projektantów" mam trochę podobne zdanie jak Kasia Kwiecień. Dresowe, nieobrębione wory, bezkształtne i bez polotu, "na surowo". JAkoś tak trochę pójście na ławiznę jak dla mnie

    Ale może jeszcze wszystko przed nami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej to chyba ukłuło w Wiedniu, szeregi monumentalnych kamienic, wspaniale bielących się w słońcu, człowiek patrzy i patrzy i napatrzeć się nie może... a potem go ściska bo nasze, polskie kamienice były równie piękne, tylko że niestety większość przerobiono na gruz, a gdy ten uprzątnięto w postawiono bloki, które mamy do dziś.

      Usuń
  3. Nice post

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń