.

.

wtorek, 1 września 2015

Kokijaże na plaży, czyli gdzie jeszcze można znaleźć mnie w internecie




O tym wpisie myślałam już dawno temu, ale szybko wyrzuciłam ten pomysł do śmietnika, bo wydał mi się banalny i niepotrzebny. Minęło trochę czasu (gdzie to trochę należy mierzyć bardziej w miesiącach niż dniach), a ja przywołałam wzgardzoną niegdyś myśl i pozwoliłam jej rozgościć się na dobre w moich planach piśmienniczo-blogowych. A powód już tłumaczę. Bywałam tu częściej i gęściej. Liczba postów w miesiącu znacznie różniła się od obecnej, a tzw niedzielnych blogerów uważałam za amatorów. Wtedy jeszcze nie podejrzewałam, że stanę się kiedyś jednym z nich. Na to oczywiście również mam wytłumaczenie (cóż by była ze mnie za Kokijażystka, gdybym nie potrafiła zachować płynności w argumentowaniu swoich racji!), ale do tego zaraz dojdziemy. Pierwsze pytanie natomiast brzmi: Gdzie jestem kiedy, nie ma mnie na blogu?








No dobra, tutaj też jestem rzadziej. Dobra jednak tego strona jest taka, że z czystym sumieniem mogę rzec iż nie jestem (już) uzależniona od tego kanału. Poza tym, treści, które teraz tam trafiają to taka esencja zarówno mnie jak i tego bloga. Informuję o nowo opublikowanych postach, zapowiadam, te które są w trakcie tworzenia, dzielę się inspiracjami, z rzadka wrzucę jakiś kawałek, który aktualnie krąży po moim mieszkaniu, bądź kołacze się w głowie, lub polecę to czy tamto.

Na tym jednak nie koniec facebookowej historii, bo jestem również tutaj, ale już nie od blogowej strony, a tej zawodowo-fotograficznej. W jego prowadzeniu pomaga mi siostra, a jest on niczym innym jak przedłużeniem właśnie tej strony, której zresztą logo znajdziecie tutaj zaraz z boku, po prawej stronie i  która stanowi namacalne wyjaśnienie, dlaczego rzadziej bywam na blogu: praca, praca i jeszcze raz praca. Możliwe, że za jakiś czas poświęcę temu tematowi nawet osobny post.







Tutaj, za to jestem na okrągło! A pamiętam jak dziś, jak się zarzekałam, że instagrama mieć nie będę, bo i po cóż mi takie wymyślunki! Potem gdzieś go założyłam pod naciskiem osób trzecich, a teraz jesteśmy wprost najlepszymi przyjaciółmi! (To już trzecie zdanie pod rząd zakończone wykrzyknikiem w tym akapicie. Ileż emocji, ileż emocji...). Zdjęcia, które znajdują się w tym poście właśnie stamtąd pochodzą*.

Podobnie jak wyżej, tak i tutaj instagramy w moim przypadku nie kończą się na kokijażowych frasunkach i przygodach. Osiedliłam się również tutaj, ze swoimi fotograficznymi działaniami.





s n a p c h a t

Jeśli chwilę wyżej wyobraziliście sobie mnie żarliwie zarzekającą się, że nigdy, ale to nigdy w świecie nie założy sobie insta to wyobraźcie sobie coś takiego razy dwa, a otrzymacie właściwy obraz mnie wypierającej się tego bym kiedykolwiek miała uruchomić takie szataństwo jakim jest snapchat. Cóż... dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane, bo nie dalej niż wczoraj założyłam kokijażowego snapka i powoli się oswajam z tym ustrojstwem. Postanowiłam kręcić tam głównie filmiki, w końcu od zdjęć mam instagrama. A znaleźć mnie możecie wstukując: kokijaze.


*Nie wszystkie. Niektóre nie zostały nigdy opublikowane i trwały w smutku zapomnienia aż do dzisiaj. Cieszmy się z nimi tą chwilą!

7 komentarzy:

  1. Lovely post

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię czytać Twoje posty, bo nawet najbanalniejszy temat potrafisz opisać w niebanalny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne zdjęcia :) zapraszam w wolnej chwili do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. awesome post :)

    http://www.itsmetijana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety/stety, ledwo starcza mi czasu na ogarnięcie bloga!!! Facebook dawno poszedł w odstawkę, a istagrama unikam jak ognia ;)!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne zdjęcia, uwielbiam takie posty! Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń