.

.

wtorek, 20 stycznia 2015

Zanim porwie Cię szał wyprzedaży







Okres zimowych wyprzedaży rozhulał się na dobre. Galerie handlowe trąbią o tym gdzie tylko mogą, chcąc zwabić do siebie jak największą liczbę klientów. Na wallu facebooka co chwile wyskakują mi jakieś spamy o zniżkach w tej, czy innej sieciówce. Nie przegap! - krzyczą - Daj się porwać! -50%! -70%! (Koniecznie na czerwonym tle).

Do tej pory miałam raczej neutralny stosunek do wyprzedaży i raczej chętnie z nich korzystałam, jednak w tym roku sprawy uległy zmianie. Uno: miałam okazję wnikliwie się przyjrzeć całemu temu procederowi, a dwa: dokładnie go przemyśleć. Moje wnioski? Kolorowo nie jest. Jest wręcz słabo...  ale po kolei:

Zacznijmy może od plusów :

Niższe ceny
Czasami dużo niższe (chociaż i z tym bym polemizowała, ale to za chwilę...) i na tym lista plusów się kończy. Chyba, że macie jeszcze jakieś pomysły, które przeoczyłam. W razie czego, proszę śmiało pisać!

A minusy?

No to tutaj mi się trochę tego nazbierało:

Tłumy, kolejki i ogólnie jeden wielki burdel!
Sorry, ale inaczej tego nazwać się nie da. Sceny czasami gorsze niż w second handach w dzień dowozu nowego towaru (zdecydowanie nie łażę w takie dni, o ich śmiercionośności krążą legendy). Ludziom puszczają hamulce, pchają się, rozwalają i ogólnie zmniejsza się coś poziom kultury osobistej. Dla mnie, robienie zakupów w takiej atmosferze jest naprawdę ogołocone z poczucia komfortu. A kiedy jest naprawdę krytycznie, jedyne o czym myślę to o ucieczce.

Bluzka, którą codziennie przymierzają setki 
Zastanawialiście się kiedyś ile dana rzecz zostanie razy przymierzona, przez ile różnych osób zanim ktoś w końcu ją kupi? No właśnie, ja też do tej pory nie. A odpowiedź, zwłaszcza w okresie wyprzedaży brzmi: bardzo, bardzo, baaardzo dużo razy.

Czy to jest dalej nowe? 
Jak właściwie traktować coś takiego? Niby ceny zostały obniżone, ale czy mimo obniżki są adekwatne do już nawet nie mówię jakości, bo to jeszcze inna bajka, ale do stopnia uszkodzenia produktu! Bo jak taka bluzka, czy sukienka zostanie ze sto razy zabrana do przymierzalni (a uwierzcie mi, tak się naprawdę dzieje), po drodze do tej przymierzalni nie jednej osobie spadnie z wieszaka, upadnie na podłogę, znając klimat wyprzedaży to i nie jednego kopniaka po drodze zaliczy, to wszystko jest już porządnym sponiewieraniem. Takie ubranie jest brudne, całe w kurzu, śladach po pudrze (które nie jestem pewna czy się w ogóle spierają), często porozpruwane, albo wręcz podarte, z brakującymi guzikami, albo zepsutymi zamkami. Najczęściej sklepy sieciowe nie dają dodatkowych obniżek za tego typu zniszczenia, a niezmienna formułka, którą muszą wygłaszać pracownicy takich sklepów to: Towar został już przeceniony. Jasne, że został, ale jego przecena wiąże się ze zmianą kolekcji, a nie jego zdewastowaniem przez szturmujące tłumy.

Ceny
I tutaj może jeszcze raz zastanówmy się nad ceną. Jeśli nawet towar zostanie przeceniony o 50%, czy 70%* i cena wyjściowa za koszulę czy sukienkę waha się od 60zł do 150zł to czy faktycznie to jest warte swojej ceny? Wyobraźcie sobie, proszę taką koszulę, która kiedyś miała uchodzić za elegancką, z lejącego się materiału, kiedyś może była piękna i powabna, ale teraz ma oberwany co drugi guzik, jest cała w smugach od podkładu, solidne wygniecenia świadczą o tym, że nie jedno przeszła, a mimo to polityka danej marki przewiduje dalsze trzymanie takiej koszuli (a raczej dziesiątek takich koszul) w przestrzeni sklepowej w  powyższej cenie. Osobiście jako osoba posiadająca oczy, oraz radząca sobie z podstawowymi kalkulacjami matematycznymi, będąca jednocześnie potencjalna klientką, odbieram takie zjawiska jako jawne komunikaty ze strony marki, Najczęściej w głowie mam ten najbardziej bezpośredni: Jesteś osobą nieużywającą mózgu? Takie najserdeczniej u nas witamy!! 

*Większość sieci realizuje 3 etapy wyprzedaży: najpierw zaczynają od levelu niskiego 30%, potem średniego 50%, aż przychodzi czas na level najwyższy czyli sztandarowe: do -70%. I teraz uwaga, to małe, niepozorne do jest tu bardzo istotne ponieważ niesie informację, że obniżka nie dotyczy całego zakresu produktów, ale tylko części. Smutna prawda jest taka, że zazwyczaj jest to bardzo mała część i te najwyższe przeceny dotyczą tylko i wyłącznie najgorszej jakości produktów, najmniej atrakcyjnych wizualnie, albo tych które najgorzej się sprzedawały w czasie sezonu. Taki tam szczegół, o którym warto wiedzieć.

Rzeczy, których nie potrzebujemy
Wyprzedaże sprzyjają zakupoholikom, Potęgują w ludziach najgorsze, konsumpcjonistyczne zapędy. Wyprzedażowe hasła mocno działają na podświadomość, sugerują, że możemy kupić dużo i tanio. A przecież zarówno same zakupy jak i posiadanie jest taakiee przyjemne... we wrześniu zdarzyło mi się nawet napisać na ten temat posta, tych co przeoczyli, zachęcam do lektury, to raptem parę zdań, a
jasno pokazują moje stanowisko wobec beztroski nabywania dóbr, a także łapczywego ich gromadzenia. Nie sposób przy tej okazji jeszcze raz nie polecić wpisu u Mo, która buntuje się przeciwko wszechobecnemu zaszczepianiu w ludziach fejkowych potrzeb i głośno mówi: Nie, wcale tego nie potrzebuję! (Tutaj serduszko dla Ciebie, Mo!). O temat ten zahaczyła również kiedyś Kasia, zastanawiając się głośno na forum swojego bloga nad ekologią i etyką w modzie. Po lipcowych, a potem grudniowych protestach szwaczek z zakłądu Trend Fashion również miałam nieco przemyśleń na temat etyki w branży modowej i bardzo prawdopodobne, że będę się tu jeszcze nimi szerzej dzielić, ale to jeszcze nie dziś... nie wszystko na raz!


Reasumując:
Okres wyprzedaży zwykło się nazywać rajem dla konsumentów. Dla mnie to jednak bardziej przypomina piekło i chyba nie mam ochoty w tym uczestniczyć. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy plusy i minusy mu się kalkulują czy nie...
Wszystko jest dla ludzi. Kluczowa jest tu jednak świadomość, rozsądek i przede wszystkim myślenie


16 komentarzy:

  1. Great colour combination!

    Hugs from Athens :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku nie kupiłam nic podczas wyprzedaży. Byłam jeden raz w Zarze i przeraził mnie ten tłum ludzi i walające się wszędzie ubrania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czasem coś na wyprzedażach kupuję, nie będę mówiła, że nie. Jednak zgadzam się z Tobą, tłumy ludzi, pobrudzone i wymiętolone ubrania potrafią odstraszyć.
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. nauczyłam się tego, że w czasie wyprzedaży warto odwiedzać centra handlowe w tygodniu, zaraz po otwarciu ;)
    ponieważ obecnie bardzo rzadko bywam w centrum Łodzi (wydział przeniesiono mi na campus, na Łodzi obrzeża), to jeśli jadę cokolwiek załatwiać do jakiejkolwiek galerii, zawsze wybieram się wolnego dnia i rankiem własnie ;)
    na hali sprzedaży w każdej sieciówce panują spokój z porządkiem, można się odnaleźć, słyszy się własne myśli i w kolejce do przymierzalni się nie stoi.

    jeśli naprawdę chcemy poszukać czegoś w tym wyprzedażowym chaosie, to polecam moją metodę.

    bardzo ważne są rzeczy o których piszesz, ja się z nimi zgadzam.
    zawsze wydawało mi się, że to jest taki swoisty aksjomat - człowieku, wyprzedaże są po to by Cię ogłupić, nie daj się.

    ostatnio jednak z przykrością stwierdzam, że dla niektórych to jest wiedza tajemna.
    i nadal jestem pod wrażeniem faktu, jak wiele jest osób, które widząc na jakiejkolwiek rzecz metkę "30złotych" wrzucają na kontuar sprzedawcy naręcza takich ciuchów, choćby były (dosłownie) z gówna i do niczego im się miały nie przydać.

    a podobno nasz kraj taki biedny...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo rzeczowy i słuszny artykuł! :) Szczególnie podziałał na mnie argument o tym jak wiele osób przed nami mierzyło daną rzecz. ;/

    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dlatego cudownym rozwiązaniem w takich chwilach są zakupy online - ma się pewność że rzecz faktycznie to nówka - nie śmigana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu akurat racja, zamawianie przez interenet jest chyba najlepszym wyjściem z tej sytuacji. Poza tym wydaje mi się, że mimo przecen, człowiek bardziej na chłodno podchodzi do zakupów online, nie ponoszą go tak emocje. Przynajmniej ja tak mam :>

      Usuń
  7. ja teraz tylko z internetowych wyprzedaży korzystam jeśli już. Nie lubię tego tłoku, ścisku i wszystkich rzeczy, które opisałaś. A ludzie jak szaleni. Jakby świat nie istniał. Rzucają się na te poliestrowe bluzki przecenione z 199 na 129zł, na te sukienki, które nijak nie mają fasonu, rzucają się na wszystko z metką "sale". Jedyne co mnie pociesza, to to, że w moim bliskim otoczeniu wszyscy mamy te same odczucia i widzimy tę samą beznadziejność wyprzedaży w sieciówkach. Już od kilku znajomych słyszałam "chciałam sobie kupić sukienkę, nic nie ma", "myślałam, że kupię sukienkę, a tu sam badziew", "szukam klasycznych czarnych spodni eleganckich, a wszędzie tylko obszarpane albo źle skrojone" itd.
    Świadomość, i jeszcze raz świadomość!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze kupowałam na wyprzedażach totalnie niepotrzebny mi shit. Ale w tym roku kupiłam wszystko, na co polowałam od dłuższego czasu i nic niepotrzebnego!
    I tak oto stałam się właścicielką:
    idealnych skinny high waist jeans w kolorze śnieżnobiałym (szukałam takich od lata) za 40 zł przecenione ze 140 zł
    Ponczo Moschino w kolorze czarnym za 158 zł w TK Maxxie przecenione z 320 zł (kupiłam i w cenie regularnej kilka miesięcy wcześniej bordowe, ale na czarne czekałam na wyprzedaż)
    sukienkę z Mango w pistolety na która chorowałam od razu jak tylko się pojawiła - za 119 zł z 269 zł!
    Koszulę w męskim stylu oversize z Zary za 79 zł ze 149 zł
    oraz koszulę oversize jeansową za 49 zł ze 149 zł!
    No dumna jesteś z siebie jak diabli!!! Dlatego aż tu to napisałam :D mam nadzieję, że wybaczysz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow, szaleństwo :D ja mam zaplanowane kupić 5 nowych rzeczy przez cały rok. :D

      Usuń
  9. Mnie wyprzedaże w tym roku nie porwały, zresztą w ubiegłym też nie, sieciówki serwują coraz większy chłam, a my mamy się cieszyć, że łaskawie przecenili jakąś tam poliestrową szmatkę. Czasem coś tam kupię w zarze czy h&m, ale musi mi się wyjątkowo spodobać. Dwa lata temu kilka ciekawych rzeczy kupiłam na wyprzedażach, ale wszystko online, dlatego w pewnym stopniu uniknęłam tych sytuacji, o których piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdarzyło mi się pojechać ostatnio do M1 w Czeladzi i doznać ,,atrakcji", o których piszesz!!!Byliśmy z dziećmi, więc wytrzymałam tylko Reserved, H&M i CCC, po czym uciekliśmy czym prędzej z tego piekła!!! Ja już chyba za stara jestem na takie atrakcje ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wonderful post however , I was wondering if you could write a litte
    more on this topic? I'd be very thankful if you could elaborate a little bit
    further. Appreciate it!

    Here is my web site; diy home improvement (www.homeimprovementdaily.com)

    OdpowiedzUsuń
  12. Beautiful picture
    You look stunning

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń