.

.

piątek, 5 grudnia 2014


Przed moim oknem właśnie przelatuje niekończąca się mgławica gawronów. Dziesiątki czarnych skrzydeł na tle szarego nieba. Zawsze lubiłam obserwować ich przeloty nad miastem. Pobrzmiewało to zawsze swoistą złowrogą nutą. Powiewało apatycznym chłodem dekadencji. To zawsze był znak, że nie ma już odwrotu. Show must go on. Przed zimą nie ma ucieczki.  Rokrocznie przychodzi i odchodzi, trzeba to ścierpieć raz jeszcze.
Prawdopodobnie wszystkie osoby, które zimę lubią, tudzież im ona zupełnie nie wadzi, dziwić się mogą skąd tyle sprzeciwu przed tak fajną porą roku. Ano nie dla każdego jest ona fajna. Dla niektórych wszystkie jej uroki bledną przy wadach (które bywają wyjątkowo dokuczliwe). Dla mnie zima zawsze była złem koniecznym, które po prostu się zdarza. Co roku.

 Nie lubię kiedy dzień trwa tak krótko. Źle się czuję kiedy te śladowe ilości światła dziennego przesycone są szarością. Zimno do przyjemnych nie należy, ale to tak naprawę ciągłe zmiany temperatur wystawiają codziennie na próbę moją i tak już wątłą odporność. Opatulam się stertą kocy* i kiedy chodzę po mieście wyglądam jak małe tipi z parą odnóży. Czapkę zaciągam tak mocno na głowę, że najczęściej jedyna część twarzy która wystaje jest nos, chociaż staram się i jego od mrozu oszczędzić**.

Zima to dla mnie synonim ograniczeń. Co by jednak nie marnować nadmiernie czasu, zawsze przeznaczałam ten okres na przygotowania do wiosny. Planowałam. Plany rozpisywałam. Nadrabiałam  braki. Szukałam nowych inspiracji. Analizowałam, swój dotychczasowy dorobek. Starałam się wyłapać złe i dobre posunięcia w swoich działaniach tak, żeby w przyszłości kontynuować to co okazało się trafione i jednocześnie nie popełniać starych błędów***.

W tym roku będzie podobnie. Zamierzam przeczytać morze książek. Wypić hektolitry herbaty z imbirem i lukrecją. Spędzić godziny nad notatnikiem. Przesiedzieć każdy wolny wieczór nad maszyną do szycia. Przelać na papier każdy nowy pomysł...



*mowa tu o szalikach, zwykle zakładam na siebie więcej niż jeden. Obszerne szale potrafią być prawdziwym przyjacielem człowieka.
** To prawda, sprawa widoczności stanowi problem, ale na szczęście (albo i nieszczęście...) dolne sploty mojej czapki są na tyle rozwidlone, że można przez nie spokojnie patrzeć.
*** Trzeba w końcu popełnić tyle nowych! ;)

13 komentarzy:

  1. Zima to dobry czas na przyslenia ;)
    Zapraszam xxxobsessionxxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Good combination. You can see jewelry fashion for winter. xo

    takimodam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. nie jesteś sama - ja też nigdy miłością do zimy nie pałałam :>
    ja z kolei opatulam się zimą w najbardziej żenującą, pomponiastą czapę, największy komin i przeogromną (za dużą o dwa rozmiary - celowo, żeby dwa grube swetry się pod nią zmieściły) kurtkę puchową.
    dopiero tak ubrana jestem w stanie wyjść na zewnątrz w te największe mrozy.

    także - jeśli w swoich "kocach" wszystkich wyglądasz tak stylowo jak w tym ze zdjęć dzisiejszych - to chciałabym tak nie lubić zimy, jak Ty jej nie lubisz, Marto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh zdjęcia wyżej, to zaledwie namiastka mojego codziennego opatulenia i "kocowatości", zapewniam :> (swoją drogą, zostały zrobione, kiedy jeszcze warunki atmosferyczne pozwalały na dozowanie odzienia wierzchniego w sposób umiarkowany :D )

      Usuń
  4. Ale masz boski szal.. i sweter.. i spodnie! Podoba mi się wszystko, wyglądasz super!
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałam takie podejście do zimy, ale ostatnio postanowiłam, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i nawet z tak mroźnej pory roku trzeba korzystać - plusów jest całkiem sporo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Racja, że ta szarość otacza nas teraz z każdej możliwej strony. Rano wychodzę z mieszkania, gdy jest ciemno,a wracam to jest jeszcze bardziej ciemno. Ale jak na razie ten stan mi nie przeszkadza :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, aż ciężko uwierzyć, że jeszcze niedawno o godz 4.00 już powoli świtało, a o 21.00 dalej trwał dzień... zawsze sobie wspominam takie miłe rzeczy w szare, zimowe "nibydni" :<

      Usuń
  7. Zima synonimem ograniczeń - lepiej nie można tego ująć. Z drugiej strony te wszystkie niedogodności ze zdwojoną siłą pozwalają docenić powrót ciepła i jasności :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "wyglądam jak małe tipi z parą odnóży..." hehe padłam :P ale powiem Ci, że mam dokładnie to samo, zimą uwielbiam chować się za grubymi, wieeeelkimi i ciepluchnymi swetrzyskami, tak, że mnie nie widać :P hehe
    Też wieczory spędzam na czytaniu książek, nadrabiam zaległości z lata :)
    Czadowe spodnie! a ja poluję na skórzane i poluję i nic dla siebie nie mogę znaleźć grrrrr Twoje są świetne! :)
    Miłego dnia :)
    Daria

    OdpowiedzUsuń
  9. Beautiful pictures
    You look amazing

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń