.

.

niedziela, 14 grudnia 2014

5 rzeczy sprzyjających relaksowi


Każdy dzień zaczynam od sprawdzenia skrzynki mailowej, potem facebook, instagram. I to jeszcze zanim wygrzebię się z łóżka. Potem szybkie przygotowanie kawy albo herbaty, z którą siadam do biurka. Blog. Maile. Kontakt z ludźmi. Dopiero potem jakieś śniadanie...
Hej, jestem Kokijaże i jestem uzależniona od internetu. Eh. Któż zresztą w dzisiejszych czasach nie jest? Internet w końcu stał się integralną częścią naszego życia. Jednak ciągłe bycie online męczy. Ciągły wgląd, bycie na bieżąco, nieustający kontakt z innymi potrafi na dłuższą metę ostro rozładować baterie. Co zrobić, żeby je z powrotem naładować? To proste, wyłączyć się.

Ten post miał być na początku refleksją nad naszym facebookowym dniem codziennym  i poszukaniem dla niego alternatyw, ale finalnie stwierdziłam, że tą tematykę świetnie mogę powiązać z listą rzeczy, które uważam za niezbędniki w walce ze stresem, którą już od dawna planowałam tutaj zamieścić.
Tak oto, niżej powstał zarys mojego internetowego detoksu, który jednocześnie zawiera patenty dobre na ukojenie nerwów, kiedy wymagają tego okoliczności:



Herbata
Najprzyjemniejsza rzecz jak mnie może z rana spotkać. A potem w południe. I po południu. I najlepiej wieczorem! Gorąca, zimą zawsze pachnąca imbirem i pomarańczą. Czasem z dodatkiem miodu, albo soku z malin, zrobionego pod koniec lata przez moją babcię. Tak banalna rzecz, a potrafi sprawić tyle przyjemności...
Dodałabym do tego punktu jeszcze kawę*. Najlepiej mleczną, z cynamonem i odrobiną czekolady.

*Oczywiście kiedy w grę wchodzi stres, lepiej ją wyeliminować. Nie ma potrzeby dodatkowo podnosić sobie ciśnienie. 



Książki
Jak dla mnie, nieodłączny element dnia wolnego od internetu. Najczęściej sięgam po biografie, fantastykę, albo coś bogatego w twórczość ulubionych artystów. Książki stanowią dla mnie jedne z najlepszych źródeł inspiracji (zaraz po człowieku, bo nic nie działa na mnie tak jak rozmowa, kontakt, obserwowanie, drugiego człowieka, którego cenię za talent, pracę, czy mądrość ).





Świeczki zapachowe i kadzidełka
Gorąca herbata i odpowiednia lektura, czy może być lepiej? Odpowiedź brzmi może! Ciepło płomienia ma w sobie coś kojącego, nawet jeśli są to tylko świeczki poustawiane na parapecie, a nie trzaskający ogień w kominku to i tak człowiek mimowolnie się odpręża. zwłaszcza jeśli towarzyszy temu słodki, unoszący się w powietrzy zapach wanilii.



Jedzenie
Na co dzień nie gotuję. nie mam na to czasu. A i z ochotą bywa różnie. Ale kiedy czas sprzyja, przychodzi wena, a przygotowanie posiłku nie jest tylko przykrym obowiązkiem, ale przyjemną, kreatywną formą spędzania czasu  (najlepiej z drugą sobą!) to bywa naprawdę fajnie. No i w końcu jedzenie! Uwielbiam jeść. Dużo. A po zdrowym, dobrym jakościowo posiłku człowiek od razu staje się szczęśliwszy. No czyż tak nie jest?



Natura
Nie może być inaczej! Uciec od cywilizacji można tylko w jedną stronę.
Uwielbiam takie ucieczki, nawet jeśli przybierają one postać zwykłego spaceru po parku. Uwielbiam spokój lasu. Gór. Szum morza. Zapach igliwia. Śpiewy ptaków. Uwielbiam czuć promienie słońca na twarzy i absolutnie niczym się nie przejmować.


Dobrze jest się czasem odciąć, nie włączać laptopa przez cały dzień, zignorować jego istnienie i zająć się sprawami innego rzędu. Zająć się tak naprawdę sobą. Kiedy mówi się, że kobieta jest zaniedbana to ma się zazwyczaj na myśli, to że chodzi w dresie, jest niepomalowana, a jej paznokcie pozostawiają wiele do życzenia. Zawsze wkurzała mnie ta interpretacja. Bo przecież dbać o siebie można na tyle różnych sposobów! Dbanie o siebie to znalezienie czasu na spacer, żeby rozruszać kości, albo ćwiczenie w domu. To też pyszne, zdrowe jedzenie, które sprawia przyjemność i dodaje sił. Dbanie o siebie to pozwolenie sobie na długą, pachnącą kąpiel w wannie, podczas której odprężą się wszystkie zaciśnięte ze stresu mięśnie. Absolutnie nie można też zapominać o dbaniu o swój umysł, o tym, że jemu też należy się odpowiednia pożywka. W postaci dobrej literatury, przyjemnej rozmowy z drugim człowiekiem, albo kojącej muzyki. O tym wszystkim naprawdę warto pamiętać.


12 komentarzy:

  1. Jeśli uciekam od internetu to zazwyczaj w książki i daleko za miasto. Jeździmy z Niemałżem rowerami głównie po mazowieckich bezdrożach odkrywając stare dwory, chałupy, kapliczki, czasem natrafimy na ceglany opuszczony spichlerz pośrodku pola. Ale potem znów nas dopada internet, bo przecież wycieczkę trzeba opisać i wrzucić na rowerowy blog. Czasami czuję się jego niewolnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Niemałż" ładna nazwa :D
      To prawda, posiadanie bloga = plus dziesięć do internetowego niewolnictwa :< No, ale cóż, taką drogę sobie wybrałyśmy. Osobiście czerpię sporo radości z tych swoistych ucieczek od neta, ale nie mogę powiedzieć, żeby nie cieszyły mnie również powroty. Zawsze trzeba znaleźć jakiś balans :>

      Usuń
  2. Dlatego tak kocham ta pore roku:)Za to ze wieczorami mozna zaszyc sie w swoim przytulnym domku z ciepla herbata i dobra ksiazka:) Wlasnie planuje zabrac sie za czytanie tej ksiazki! :) Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tez jestem uzalezniona od internetu i herbaty ale goracej - nigdy zimnej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam w takie chłodne dni sączyć sobie gorąco herbatę.. Cudowne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mniam, jak pysznie ta herbata wygląda!
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. piekne zdjęcia i idealne sposoby na relaks !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie, obecnie każdy jest uzależniony od internetu. dobra książka, herbatka lub kakao - uwielbiam to jesienią i zimą;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo przytulnie tu u Ciebie. Świetny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja potrafię się odciąć od internetu ale może nie zawsze ja tego chcę tylko po prostu nie mam czasu by siedzieć przed laptopem.
    Świetny post.

    OdpowiedzUsuń