.

.

poniedziałek, 3 listopada 2014

5 zasad, które pomagają mi spakować moją walizkę


Żyję myślą o końcówce tego tygodnia, nie mogę się doczekać czwartku! Powoli zastanawiam się co ze sobą zabrać, nie mam tu na myśli sprzętów tak oczywistych jak śpiwór, szczoteczka do zębów, czy ładowarka do telefonu. Zastanawiam się jak najmądrzej ugryźć kwestię garderoby, w tym maksymalnego jej zminimalizowania, mając jednak na uwadze zmienność pogody i oczywiście czas podróży. W takich wypadkach stosuję się zazwyczaj* do kilku  prostych wytycznych, które niezmiernie ułatwiają całą sprawę:

1. Praktyczność. Rzeczy, które sprawdzają się w użytku. Np buty o płaskiej podeszwie, albo sportowe (tych akurat nie noszę  (chyba że wliczamy trampki, albo tenisówki), ale jako ogólny przykład sprawdzają się idealnie), ciepły płaszcz albo nieprzemakalna kurtka, są to losowe przykłady, którym praktyczności odmówić nie można. Ich cechą wspólną jest to, że spełniają jeszcze inne ważne funkcje niż tylko niesienie wrażeń estetycznych. Chronią, przed chłodem, deszczem i innymi niesprzyjającymi czynnikami atmosferycznymi. Co natomiast może wchodzić w skład listy rzeczy niepraktycznych? Biżuteria. Pierścionki, czy złote łańcuchy przed zimnem Cię nie uchronią. Buty na wysokim obcasie. Wiem, że są kobiety, dla których są one jak drugie kapcie (sama kiedyś tak miałam), ale jeśli nie jesteś jedną z nich to serio, odpuść. Po 5 godzinach łażenia w malowniczych szpilach po mieście, po kostce brukowej, schodach i wertepiastych chodnikach współczuję tym nieszczęsnym butom i Twoim stopom. A jeśli celem podróży nie jest miasto, a w planach jest aktywny wypoczynek, chłonięcie piękna pejzażu i chwili obecnej,  to dalsze dywagacje na temat absurdalności wyposażania się w takie wynalazki są chyba zbędne.
Jednak jeśli chodzi o brak praktyczności to dla mnie nieodmiennie na prowadzeniu są torebki kopertówki. Bywają szalenie urokliwe, często przypominają małe dzieła sztuki, ale niestety jak dla mnie sto razy więcej z nimi problemu niż pożytku.
A więc, podczas pakowania wszystko co wykazuje brak funkcjonalności zostaje bezwzględnie wykreślone.

2. Czy na pewno to założę? Jakie są szanse, że w ogóle wyciągnę to z torby? Jeśli przez ostatnie dwa miesiące moja ręka skrupulatnie omijała dany sweter, to jakie jest prawdopodobieństwo, że będzie on mniej ignorowany kiedy znajdzie się w przepastnych odmętach walizki? Te i inne pytania na pewno warto sobie zadać, a kiedy jakiś głos z tyłu głowy zapewnia Cię**, że taak, spoko, nic się nie martw, na bank to założysz, to zadaj je sobie kilkakrotnie. Nie raz, nie dwa, byłam pewna, że wszystko co spakowałam jest mi absolutnie niezbędne i na sto, a nawet tysiąc procent zostanie wykorzystane, miało być pięknie i szczęśliwie, a wyszło jak zawsze, czyli wszystko co zostało spakowane nadprogramowo stanowiło tylko zbędny balast.

3. Wygoda. Jest dla mnie chyba najważniejszą z tych wytycznych. Zawsze podkreślam jak nieodzowna jest ona dla mnie na co dzień, a kiedy w grę wchodzi wyjazd jej ranga podnosi się jeszcze bardziej. Na niej opiera się przecież cały komfort bycia, a dzięki niemu z kolei można w całości skupić się na tym co ważne, piękne, na działaniach i przeżywaniu chwili.

5. Jest jeszcze piąty element układanki i może nawet w niektórych wypadkach kłócić się z pozostałymi, jednak dobrze spakowana walizka to taka gdzie wszystkie punkciki mimo wszystko żyją ze sobą w harmonii i wzajemnie się uzupełniają. Piąty element to w zasadzie duet: wizja i przyjemność. Lubię wizualizować sobie przyszłość, a kiedy wyobrażam sobie siebie w nowym miejscu często zastanawiam się w czym wtedy czułabym się najlepiej, co sprawiłoby mi dodatkową przyjemność, co idealnie wpasowałoby się w ten obrazek i stanowiło przysłowiową wisienkę na torcie? Przykład: Kiedy wizualizuję sobie jakieś miejsce, w którym mam się niedługo znaleźć, wyobrażam sobie wtedy jak jak wtulam się w poły obszernego swetra, albo naciągam na twarz ciepły szal, żeby lepiej osłonić się od zimna. Innym razem, w cieplejszą porę idealny jest dotyk materiału zwiewnej sukienki, która delikatnie opadana na ramiona, jest ona najlepszym towarzyszem człowieka w danym dniu. Często nie wyobrażam sobie siebie bez kapelusza, jego nieobecność zrujnowałaby całe piękno wizji związanej z sytuacją,a  do tego przecież dopuścić nie można!


Istnieje też droga na skróty, która zawiera tylko i wyłącznie dwie zasady, w dotyku całkiem proste i krótkie, a zapoznać się z nimi możecie tutaj. Po co w końcu utrudniać sobie życie... Minimalizm to podstawa!




*No dobra czasami się nie stosuję i napycham torbę wszystkim tym co może się PRZECIEŻ przydać, ale to nigdy nie kończy się hepi endem , bo większość tych rzeczy zazwyczaj się nie przydaje, zostają wiezione i dźwigane na marne... a kręgosłup nie wybacza. Na szczęście, taka łapczywa beztroska w pakowaniu zdarza się u mnie już na prawdę bardzo, baaardzo rzadko. Niemniej kręgosłup i tak nie wybacza.

** Głosy z tyłu głowy mają to do siebie, że wszystko co mówią wydaje się być takie kojące i wiarygodne, nie pozwól jednak aby zagłuszyły Twoją podejrzliwość. Tym draniom nigdy nie można ufać.


14 komentarzy:

  1. jaki wpis! bardzo fajny! esencja pakowania na mniejsze i większe wycieczki. Czasem uda spakować mi się tylko to co najpotrzebniejsze, a czasem otwieram walizkę i zastanawiam się, czy to aby na pewno ja się pakowałam? mistrzem szybkiego i w 100% trafionego pakowania jest mój tata. Ale ten sukces to w jego przypadku lata praktyki i prostota oraz wygoda właśnie!

    pozdrawiam!

    p.s. w kapeluszu wyglądasz nieziemsko.

    OdpowiedzUsuń
  2. You look stunning
    Beautiful outfit

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. z doświadczenia - jak weźmiesz bardzo mało rzeczy, to nie ma ryzyka, że ich nie założysz ;P
    bo nie będziesz miała wyboru ;P
    ja tak robię ostatnio ;) dwa swetry, dwie pary spodni, jedna bluzka i bielizny tylko wór ;) no dobra - nie wór, ale tyle par ile trzeba ;)
    wtedy człowiek nie ma problemu i zakłada to co ma ;P
    to, że swetry/bluzki muszą pasować do spodni i torby ewentualnie to oczywista oczywistość, ale takie dwa zestawy da się łatwo skompletować ;)

    a... i urocza jest ta Twoja grzywka spod kapelusza się wychylająca ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie wyglądasz w tej stylizacji :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czasem stosuję metodę mojej teściowej. Przygotowuję ciuchy do pakowania, składam na gorę, a potem losowo dzielę na dwie kupki i połowę ciuchów wrzucam z powrotem do szafy. Sprawdza się przy wyjazdach, gdy trzeba ograniczać objętość bagażu (bo np. trzeba je będzie cały dzień dźwigać w plecaku).

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha! Świetny tekst, najlepsze ** :-)
    Wyglądasz rewelacyjnie!
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedostatnie zdjęcie- cudoo!

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie praktyczność i wygoda numer jeden :)) ile razy zabierałam ze sobą ciuchy, które były piękne i zarazem tak niewygodne :))

    OdpowiedzUsuń
  9. a jak się spakować, jak 1/3 walizeczki to lustrzanka? ;) to prawda, że kręgosłup nie wybacza, ale trzeba go przyzwyczajać niestety. świetny szal(ik)

    OdpowiedzUsuń