.

.

niedziela, 26 października 2014


Miałam, dzisiaj w planach polecić pewien film, ale po szybkim namyśle zdecydowałam, że trzeba tą listę jednak rozszerzyć o jeszcze kilka pozycji, nawet jeśli o niektórych już tu kiedyś wspominałam. Chciałabym rzec, iż wszystkie będą się trzymać klimatów jesiennych, ale nie do końca tak będzie... niemniej większość kojarzy mi się mocno z tą porą prawdopodobnie dlatego, że  przeszłości właśnie podczas jej trwania  po raz pierwszy zdarzyło mi się  obejrzeć te filmy. No, ale przejdźmy do konkretów:

Jako pierwszy piękny, cudowny, wspaniały [tu milion podobnych gloryfikujących go epitetów...], Moonrise Kingdom Westa Andersona. Filmy tego reżysera to prawdziwa uczta dla oczu, kostiumy, kolorystyka i przede wszystkim idealne kadry budują klimat, który chce się chłonąć wszystkimi dostępnymi receptorami.

To prawdopodobnie oglądali już wszyscy, a jeśli ktoś wciąż nie dotarł do tego filmu, niech bezwzględnie to uczyni, a mowa tu nie o czym innym jak Les Amours imaginaires młodziutkiego, niezwykle urokliwego Xaviera Dolana. Mimo młodego wieku już posiada całkiem pokaźny dorobek swojej twórczości, jednak od ilości zawsze ważniejsza jest jakość i ta u Xaviera zawsze wychodzi na pierwszy plan. Oprócz tego zwykł również grywać we własnych filmach, wcielając się w jedną z głównych postaci.  Młody. Piękny. Zdolny. Kładąc jednak kres (jakże uzasadnionym!) zachwytom nad tym reżyserem, powróćmy jeszcze na chwilę do jego filmów. Polskie tłumaczenie powyższego to Wyśnione miłości. Dużo piękna, dużo loczków, anielskich uśmiechów i papierosów.
PS Wciąż muszę obejrzeć Mommy!

Kolejny francuskojęzyczny reżyser, Luc Besson i jego świeżutka Lucy. Film nieidealny, ale zawsze to o jeden film więcej, gdzie główna postać jest kobietą  i a) nie jest głupiutką, romantyczną, szukająca faceta, b)  nie rozmyśla o ciuchach, zakupach, kosmetyczce, fryzjerze c) nie trzeba jej ratować d) ma zajebisty umysł. Uhh jak to dobrze, ż raz na 10-20 lat ktoś jest łaskaw stworzyć taką kobiecą kreację postaci...

Ostatnio zrobiliśmy sobie mały maraton filmów Quentina Tarantino i uwaga, dopiero wczoraj miałam okazję pierwszy raz zapoznać się bliżej z Death Proof, heh i o ile z filmami Quentina mam tak, że pod koniec niektórych mam ochotę wstać i powiedzieć: kurde, stary, ale jak mogłeś to zakończyć w ten sposób?! Albo: Jak mogłeś to zakończyć właśnie teraz?!! To muszę przyznać, że Death Proof akurat zakończył się bardzo prawidłowo i zgodnie z moimi osobistymi kanonami zakończeń filmowych. Nie mogę jednak tego samego powiedzieć o początku filmu i dla mnie mógłby się zaczynać dopiero po godzinie jego trwania i w ten sposób trwać o wiele krócej będąc jednocześnie bardziej konkretnym, no ale autor miał taką wizję, niech mu będzie, niech ma coś z życia...

Na koniec zachowałam jedną ze swoich perełek, The kings of summer. O nim na pewno już tu kiedyś pisałam, ale to nic, należy mu się przypomnienie. Przynależy on do tego rodzaju filmów, które ilekroć bym nie obejrzała, za każdym razem jaram się z równym natężeniem dokładnie tymi samymi scenami, a moje uwielbienie do nich nigdy nie blaknie. Podobnie jak Moonrise Kingdom, sprawia, że całe moje dzieciństwo staje mi przed oczami. Gdybym kolekcjonowała płyty filmowe, a najlepsze  oprawiała w ramki i wieszała na ścianie to te dwa filmy na pewno by się tam znalazły i obklejone byłyby serduszkami, motylkami i milionem innych miłosnych emblematów.



12 komentarzy:

  1. Wes Anderson is so overrated, if you ask me. Pretty pics here as always.

    /Avy

    http://mymotherfuckedmickjagger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w oglądaniu filmów jestem kiepska... bardzo rzadko skuszę się też na jakiś klasyk. Jestem tak totalnie pochłonięta serialami, że zajmują mi one cały mój wolny czas :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie znalazłam Twojego bloga i jestem zauroczona! O tak, Moonrise Kingdom to uczta dla oczu, tak samo jak The Grand Budapest Hotel <3 Prześliczne jesienne zdjęcia... Obserwuję a także nadrabiam zaległości!
    http://fringiela.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam Lucy i The Kings of Summer, skuszę się w którys wieczór ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. taka jesien lubie - jak ta na zdjeciach;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fabulous pictures
    You look beautiful

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. o rajuszku ależ mi sie podoba trzecie zdjęcie... A co do Tarantino, absolutny miszcz rozlewu krwi haha :) Mój absolutny faworyt to Bękarty Wojny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Bękarty zdecydowanie najlepsze! :D

      Usuń
  8. Park Południowy? :)

    OdpowiedzUsuń