.

.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Święta. W tym roku okazały się być arcyprzyjemnym czasem. Co rano, w moim starym pokoju budzą mnie dość wcześnie gorące promienie słońca. Wstaję, podchodzę do otwartego okna i pozwalam aby jeszcze chłodne, poranne powietrze muskało moją twarz. Tak rozbudzona, szybko nabieram energii na resztę dnia.
Nasz (już niedługo) mały, biały kociak dokazuje po całym domu. Nie sposób go zatrzymać. Jest białym ninją ;)
Jest cudownie gorąco. Słońce (mimo kremu z filtrem) przybrązowiło mi policzki i ramiona. Delektuję się każdą minutą beztroski...
Niżej kilka zdjęć z zeszłego tygodnia. Merci pour ce soir!













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz