.

.

sobota, 16 kwietnia 2011


Erasmus, jakby nie patrzeć, to dzięki niemu mogłyśmy poznać Jeannę i Yulię, które przyleciały do nas z Syberii.
W dniu, w którym oprowadzałyśmy je po Wrocławiu, poszłyśmy na całość i każda z nas mówiła w co najmniej dwóch językach oprócz ojczystego (nauczono nas też paru zwrotów po kitajsku, niekoniecznie ładnych).
Natomiast Ola  okazała się niezastąpionym przewodnikiem, opowiedziała nam nie jedno o ciekawych miejscach we Wrocławiu.






























Przyszedł Zbiok i namalował. Co malował? Wszystko to, co go bolało...




Jeanne współczuje murom, które widziały zbyt wiele 





Nagle znalazłyśmy się tam gdzie Miejsce Andrzeja Tylkowskiego. Miejsce gdzie świat ma tylko dwa wymiary...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz