.

.

niedziela, 6 czerwca 2010




Jestem w dołku. Kolorowym dołku. Pomalowanym farbami w dziecięcy sposób, gdzie trawa jest zielona ( a jest to zieleń typowo zdeterminowana i gdyby mogła by być kolorem podstawowym, to z pewnością by tak wyglądała), a niebo jest niebieskie, płynny błękit... mam już tego powoli dość. Od wielobarwnych zdjęć powoli robi  mi się niedobrze, od ich przesycenia barwą, która wręcz razi po oczach.
Co prawda nie jest to zła polityka, bo żywe barwy słyną z tego że przykuwają uwagę, przyciągają wzrok. Sprytna sztuczka omamienia odbiorcy kolorem, który odwraca uwagę od faktycznej treści zdjęcia.
Ehh tak więc zmęczyłam samą siebie tą infantylną zasadą ogółu, która brzmi, że 'im barwniej tym lepiej' i teraz będę musiała się powoli z tego wydostać. Nie mówię, jednak że zupełnie odstąpię od jakiejkolwiek barwy, ale po prostu wszelkie manipulacje przy niej będą się wiązały ze stanowczo większą rozwagą.


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz